"In te Domine speravi non confundar in æternum..."

wtorek, 12 października 2010

Ave Maria!

Ponoć studenci najbardziej lubią dygresje profesora. I muszę potwierdzić, że tak jest. Ostatni wykład a Chrystologii był dla mnie bardzo ważny, odkrywczy a nawet powiem, iż był przełomowy, gdyż po raz pierwszy, ktoś przedstawił mi Maryję z drugiej strony, bardziej ludzkiej.
W naszym społeczeństwie obraz Maryi to obraz Królowej Polski, Hetmanki, Szafarki Łask, Pośredniczki. Notabene użycie ostatnich dwóch tytułów zostało zabronione przez Jana Pawła II, gdyż sprzeciwiają się one doktrynie katolickiej. Tymczasem Maryja jest Matką Jezusa Chrystusa, który jest jedynym pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem!
Życie Maryi, misja, którą wyznaczył Jej Bóg, Jej cierpieńnictwo – to są powodu tak wielkiego szacunku i czci, które Kościół Katolicki Jej oddaje. A życie Maryi nie było łatwe! Wyszła za mąż, najprawdopodobniej w wieku 14 lat, za 86 letniego Józefa, pochodzącego z rodu Dawida / dlatego niektórzy śpiewają w kolędzie: „i Józef stary”/. Następnie rodzi Syna w grocie, gdyż niegdzie indziej nie było miejsca. Czas ofiarowania Pana Jezusa w świątyni, gdzie Symeon wygłasza proroctwo: „Twoją duszę miecz przeniknie”. Piękne słowa, jak dla osoby, która jest „błogosławiona między niewiastami.” W szybkim czasie Święta Rodzina – nie mylić z Trójcą Świętą! – musi uciekać do Egiptu. Znamy dobrze ten motyw – Maryja z Dzieciątkiem na osiołku a obok idzie św. Józef. Ale prawda była trochę inna. Musimy pamiętać, że i Pan Jezus i Józef i Maryja to Żydzi! A więc w kulturze semickiej było tak, że mężczyzna się liczył a kobieta była… mniej ważna, dużo mniej ważna. Dlatego najprawdopodobniej to św. Józef trzymał Pana Jezusa i jechał na oślęciu a Maryja szła obok. Feministki więc powinny dziękować chrześcijaństwu za to, że doceniło kobiety!
Gdy Pan Jezus rozpoczął swoją działalność publiczną, wówczas pod Jego adresem były skierowane słowa, które do Maryi na pewno dochodziły: „Przyjaciel celników, grzeszników i z prostytutkami się zadaje”. Notabene - dzisiaj to samo mówi się o księżach. Jakże te słowa musiały Matkę Jezusa boleć. Później była męka i śmierć Pana Jezusa. Ileż to łez Maryja wylała, towarzysząc swojemu Synowi w cierpieniu!
Odkąd Maryja powiedziała Bogu „fiat” cały czas, choć została wyróżniona, była przez Niego doświadczana. Ale właśnie Jej wierność Bogu w każdej sytuacji sprawia, że Kościół Ją tak czci i stawia, jako przykład do naśladowania.

piątek, 1 października 2010

Pierwsze wykłady...

Wraz z pierwszym października pojawiły się i pierwsze wykłady. Trzy miesiąc wakacji wystarczyły, by nabrać nowego zapału do pracy, tym bardziej, gdy gra idzie o taką stawkę! Pierwsze wykłady z nowych przedmiotów , choć w myśl zasady „Lectio prima – lectio nima” – już zdołały mnie zaciekawić. Chyba najbardziej interesujące było dla mnie stwierdzenie Księdza Profesora na Chrystologii, że nie należy mówić: „Boże Narodzenie” ale „Narodzenie Pańskie”. Bo przecież Bóg się nie narodził, Bóg istniał zawsze. I choć Jezus Chrystus „przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się Człowiekiem” to wcześniej, jeszcze przed Wcieleniem, już był na świecie, choć nie posiadał natury ludzkiej! Stwierdzenie „Boże Narodzenie” sugeruje, że Bóg w którymś momencie się narodził, powstał. A jak dobrze wiemy jest to nieprawda! Przynajmniej jeżeli chodzi o wiarę i nauczanie Kościoła Katolickiego.
W historii świata, znane są osoby, które uważały, że Bóg ma granice swojego istnienia. Nietsche w jednej z gazet umieścił taki napis: „Bóg umarł. Nietsche”. Gdy jednak sam autor tego tekstu poniósł śmierć, katolicy w tej samej gazecie napisali: „Nietsche umarł. Bóg”. Bóg był, jest i będzie. Bóg jest Wieczny. Bóg nie ma granic, jest Wszechmocny!
Dlatego uważam, że ludzie, którzy żyją tak, jakby Boga nie było są głupcami. Oczywiście nie chodzi mi tu o tych, którzy nigdy nie słyszeli o Bogu ani o Dobrej Nowinie, lecz mam na myśli osoby, które wiarę w Boga odrzucili.
Owszem, żyjemy dzisiaj w czasach, gdzie Boga się odrzuca. Dlaczego? Bo tak jest najlepiej! Najłatwiej przecież jest żyć według zasady „Róbta co chceta!” Ale każdy człowiek, który choć w części potrafi wykorzystać swoje zdolności rozumowe dojdzie w końcu do wniosku, że jest to dobre tylko na krótką chwilę. Po dłuższym czasie przekona się, że coś jest nie tak, że w pełni nie jestem szczęśliwy, że to jest nie to, na co liczyłem. Tylko Bóg jest nam w stanie zapewnić całkowite szczęście, bo nikt więcej nas nie ukochał, jak On, Bóg, który jest Miłością.
Sam Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii przestrzega, że kto Nim gardzi, gardzi i Tym, który Go posłał. Dlatego zachęcam każdego, żeby postawił sobie bardzo proste pytanie: „Kim dla mnie NN. jest Jezus Chrystus, kim dla mnie jest Bóg?”