Wraz z pierwszym października pojawiły się i pierwsze wykłady. Trzy miesiąc wakacji wystarczyły, by nabrać nowego zapału do pracy, tym bardziej, gdy gra idzie o taką stawkę! Pierwsze wykłady z nowych przedmiotów , choć w myśl zasady „Lectio prima – lectio nima” – już zdołały mnie zaciekawić. Chyba najbardziej interesujące było dla mnie stwierdzenie Księdza Profesora na Chrystologii, że nie należy mówić: „Boże Narodzenie” ale „Narodzenie Pańskie”. Bo przecież Bóg się nie narodził, Bóg istniał zawsze. I choć Jezus Chrystus „przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się Człowiekiem” to wcześniej, jeszcze przed Wcieleniem, już był na świecie, choć nie posiadał natury ludzkiej! Stwierdzenie „Boże Narodzenie” sugeruje, że Bóg w którymś momencie się narodził, powstał. A jak dobrze wiemy jest to nieprawda! Przynajmniej jeżeli chodzi o wiarę i nauczanie Kościoła Katolickiego.
W historii świata, znane są osoby, które uważały, że Bóg ma granice swojego istnienia. Nietsche w jednej z gazet umieścił taki napis: „Bóg umarł. Nietsche”. Gdy jednak sam autor tego tekstu poniósł śmierć, katolicy w tej samej gazecie napisali: „Nietsche umarł. Bóg”. Bóg był, jest i będzie. Bóg jest Wieczny. Bóg nie ma granic, jest Wszechmocny!
Dlatego uważam, że ludzie, którzy żyją tak, jakby Boga nie było są głupcami. Oczywiście nie chodzi mi tu o tych, którzy nigdy nie słyszeli o Bogu ani o Dobrej Nowinie, lecz mam na myśli osoby, które wiarę w Boga odrzucili.
Owszem, żyjemy dzisiaj w czasach, gdzie Boga się odrzuca. Dlaczego? Bo tak jest najlepiej! Najłatwiej przecież jest żyć według zasady „Róbta co chceta!” Ale każdy człowiek, który choć w części potrafi wykorzystać swoje zdolności rozumowe dojdzie w końcu do wniosku, że jest to dobre tylko na krótką chwilę. Po dłuższym czasie przekona się, że coś jest nie tak, że w pełni nie jestem szczęśliwy, że to jest nie to, na co liczyłem. Tylko Bóg jest nam w stanie zapewnić całkowite szczęście, bo nikt więcej nas nie ukochał, jak On, Bóg, który jest Miłością.
Sam Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii przestrzega, że kto Nim gardzi, gardzi i Tym, który Go posłał. Dlatego zachęcam każdego, żeby postawił sobie bardzo proste pytanie: „Kim dla mnie NN. jest Jezus Chrystus, kim dla mnie jest Bóg?”
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Zgadzam się z klerykiem. Większość ludzi odrzuca Boga dla przyjemności, dla lepszego wyglądu w oczach innych. W dzisiejszych czasach wielu uważa, a najczęściej młodzież, że wierzyć w Boga to wstyd. Wstyd przed znajomymi, rówieśnikami. Ja, każdego dnia dziękuje Panu, że otworzył mi oczy we właściwym momencie. :)
OdpowiedzUsuń