"In te Domine speravi non confundar in æternum..."

czwartek, 29 kwietnia 2010

Nigdy więcej Coca-Coli!


Czas po katastrofie lotniczej z 10 kwietnia, gdzie zginął m.in. Prezydent Lech Kaczyński, ukazał wielką słabość mediów. Pokazał jak media kłamią i jak fałszują rzeczywistość. Pokazał, że większość mediów jest na usługach lewicy = komunistów, którzy chcą zniszczyć Polskę. Bo zobaczmy, że Polska leży między dwoma potęgami – Rosją i Niemcami. I Polska nic nie znaczy dla większości państw i dla Unii Europejskiej! Jest po prostu taki kraj i tyle. Ani to żadne źródło zysków, ani inwestycji, ani przemysłu. Polska jest taką „wycieraczką”, która leży między jednymi a drugimi „drzwiami”.
Dziennikarze ponieśli, przez tą katastrofę kompromitację. Można było zobaczyć, jak selekcjonują materiał. Proszę zauważyć, że przez 5 lat prezydentury Pana Kaczyńskiego media nie pokazywały obrazów, gdzie Pan Prezydent się uśmiecha, gdzie mówi ładne przemówienie bez mlaskania. A nagle po katastrofie można było zobaczyć Pana Prezydenta śmiejącego się, mówiącego ładne przemówienie bez zbędnych odgłosów. Sama Pani Monika Olejnik, która wcześniej jak tylko mogła, tak atakowała Głowę Państwa, po tragicznej śmierci Pana Lecha Kaczyńskiego, wyznała, że lubiła z nim rozmawiać, że był sympatyczny itp. Nie mam już zaufania do mediów, a szczególnie do tych lewackich, finansowanych przez komunistów, do tych które promują różne zboczenia, dewiacje a walczą z Prawdą, walczą z Bogiem i Kościołem, bo im nie wygodny.
Jestem również oburzony na firmę produkującą Coca-Colę, za to, że sponsorowała piosenkę, gdzie dwóch panów śpiewa, co im ślina na język naniesie, piosenkę, choć to pewnie za dużo powiedziane.Piosenka została wyemitowana w programie „Poranny WF Wojewódzki i Figurski“ w radiu Eska Rock. Pod tym linkiem można obejrzeć i posłuchać tej piosenki: http://www.redakcja.newsweek.pl/Video-Film/282,1,Piosenka-wojewodzkiego-i-figurskiego-w-eska-rock---jarek-po-trupach-do-celu Cenię wartości patriotyczne i nie pozwolę, żeby ktoś w tak szczeniacki sposób je obrażał. Dlatego jedyne, co mogę zrobić to nie dać więcej zarabiać tej firmie i tej marce!!! Postanawiam, że od dzisiaj nie kupię, ani nie będę pił Coca-Coli!

niedziela, 25 kwietnia 2010

Niedziela Powołaniowa


Dzisiaj wyjechaliśmy na parafie by dawać świadectwo o swoim powołaniu, by mówić o życiu w seminarium. Było to dla mnie wspaniałe doświadczenie. Muszę przyznać, że jakiejś większej tremy nie miałem z tego powodu, że miałem podzielić się dość osobistymi sprawami z innymi. Zastanawiałem się tylko, czy w ogóle ktoś tego słucha, czy jest tym zainteresowany?! I muszę przyznać, że miło się zaskoczyłem. Po Mszy Św. podszedł do mnie pewien starszy Pan i powiedział, mniej więcej coś takiego: "Dziękuje, że wspomniałeś tak miło swojego dziadka. Sam jestem dziadkiem i chcę jak najlepiej dla swojego wnuczka." Ta wypowiedz uświadomiła mi, że ludzie słuchają tego, co się do nich mówi, i że czasami wystarczą proste słowa a ludzie to wówczas najlepiej przyjmują. A oto treść, niecała;), mojego świadectwa"
Powołania są różne, bo jedni są przeznaczeni przez Pana Boga do życia rodzinnego, inni do życia w samotności, jedni do życia zakonnego a inni do kapłańskiego. A i ci, którzy kroczą ku Chrystusowemu Kapłaństwu różnią się drogami, którymi ich Pan prowadził. W moim życiu nie było wielkich nawróceń, gdyż zawsze byłem blisko Kościoła. Od dzieciństwa wzrastałem w środowisku religijnym, gdzie sprawy związane z wiarą były czymś ważnym i kształtującym życie naszej rodziny. Pierwsza myśl o kapłaństwie, a bardziej o byciu księdzem, pojawiła się, gdy byłem jeszcze dzieckiem. Wówczas, jako pięcioletni chłopiec, służyłem regularnie wraz z moim dziadkiem do Mszy świętej. Pamiętam, że zawsze podobał mi się ubiór księdza, a więc wszystkie szaty, jakie zakładał do sprawowania Eucharystii i gesty, które podczas Mszy wykonywał. Później to wszystko, na miarę swoich możliwości, ku uciesze rodziców i brata, odwzorowywałem w domu, udając, że odprawiam msze. Jednak myśl o byciu księdzem po pewnym czasie znikła.
Zaczął się czas nauki w szkole podstawowej a następnie w gimnazjum. W między czasie śpiewałem w scholii parafialnej a w roku 2000 zostałem ministrantem, 5 lat później lektorem. Czas spędzony w Liturgicznej Służbie Ołtarza był dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Byłem dumny z tego, że mogę stać tak blisko ołtarza, że mogę bardziej zaangażować się w liturgię. Ministranci przed każdą Mszą Św. modlą się słowami: „Oto za chwilę przystąpię do Ołtarza Bożego, do Boga, który rozwesela młodość moją, do Świętej przystępuję służby”. I właśnie ta święta służba bardzo przybliżyła mnie i do Kościoła i do Pana Boga, pogłębiła moją wiarę, pobożność i duchowość.
Na poważnie o byciu księdzem zacząłem myśleć pod koniec gimnazjum. Do liceum szedłem już z myślą, by po maturze pójść do seminarium. I tak po skończeniu szkoły średniej i zdaniu matury skierowałem swoje kroki do Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji N, gdzie na ręce ks. Bp NN, ówczesnego rektora seminarium, złożyłem potrzebne dokumenty. Po zdaniu egzaminu kwalifikacyjnego zostałem przyjęty w poczet alumnów.
W kształtowaniu mojego powołania bardzo dużą rolę odegrali moi najbliżsi, a w szczególności rodzice i dziadkowie. Oni nauczyli mnie modlić się, prowadzili do Kościoła, tłumaczyli podstawowe prawdy wiary, uczyli miłości i szacunku do drugiego człowieka. Duży wpływ na moje powołanie miał i ma również mój ks. Proboszcz, który jest dla mnie wzorem dobrego duszpasterza.
Wstępując do Seminarium zacząłem uczestniczyć w najpiękniejszych rekolekcjach mojego życia. Każdy dzień jest podobny do siebie, ale każdego dnia poznaję bliżej Boga. Każdego dnia przechodzę swoisty egzamin z miłości do Boga i do drugiego człowieka. A muszę przyznać, że w seminarium nie przebywają same „anioły” i naprawdę czasami jest napięta atmosfera, pomiędzy nami –alumnami. Ale wówczas staramy się jak najszybciej dostrzec to, co nas łączy, idziemy do kaplicy i modlimy się, staramy się zobaczyć w tej drugiej osobie Jezusa. Bliskie mi są słowa Ojca Świętego Benedykta XVI, który w Rzymie do alumnów powiedział: „To dobrze, jeśli uświadamiamy sobie swą słabość, ponieważ wówczas wiemy, że potrzebujemy łaski Bożej. Musimy uznać, że potrzebujemy ciągłego nawracania się, że nigdy nie możemy powiedzieć : oto dotarliśmy do celu”. Wiem, że bez łaski Bożej nic w życiu dobrego nie osiągnę. KONIEC:)
Muszę przyznać, że ten pobyt na parafii bardzo mnie podbudował. Żywy kontakt z ludźmi jest w takiej formacji bardzo potrzebny i aż szkoda, że tak rzadko możliwy jest taki wyjazd. Ale potrzebne są takie spotkania również ludziom, żyjącym a parafiach. Bo oczywista sprawa dla mnie nie musi być oczywistością dla nich, np. to że kleryk wcale nie śpi w trumnie:D Poznałem też wspaniałego księdza, bardzo radosnego, prostego a zarazem wewnętrznie bogatego, o ogromnej życzliwości.
W drodze powrotnej zadzwonił do mnie jeszcze mój Brat, nie rodzony, ale Brat w wierze i jak zwykle dodatkowo mnie podbudował. W sumie takich braci w wierze każdemu polecam, bo kurcze naprawdę można się wewnętrznie jakoś uradować od nich. Ale to znak, że Pan Bóg nad nami czuwa.
Po dzisiejszym dniu chce mi się śpiewać: Jezus o poranku Jezus i w południe Jezus , gdy zapada zmrok. Kochaj Go. Wielbij Go!!!!

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Przyjaźń


W Księdze Mądrości Syracha można przeczytać, że "Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia; znajdą go bojący się Pana". I nie mogę się z tym nie zgodzić. Przyjaźń to świetna sprawa. Czasami masz jakiś problem i nosisz go w sobie. Lecz gdy jest przyjaciel - możesz się mu wygadać. Czasami chciałbyś się podzielić swą radością ale i smutkiem, lecz nie masz z kim. I tu przychodzi z pomocą przyjaciel. Czasami potrzebujesz modlitewnego wsparcia. I znowu może ci pomóc przyjaciel, bo prawdziwy przyjaciel to wielki skarb, jaki możemy dostać od Pana Boga. Ale przyjaźń to także zadanie, trudne zadanie. Zadanie, które wymaga od nas, byśmy potrafili wszystko poświęcić dla tej drugiej osoby a jednocześnie pamiętali o tym, że przyjaciela nie „ma się” na własność. Przyjaciela w ogóle się nie „ma”. Z przyjacielem „się jest” i przyjacielem „się staje”. W przyjaźni nie ma miejsca dla zazdrości. Prawdziwy przyjaciel pragnie naszego dobra, szczęścia, radości... Choć niekiedy sam tego nie ma. Uważam, że przyjaźń jest bardziej wymagająca od miłości, bo w przyjaźni musisz nieraz odejść na bok, a to nie jest proste. Z drugiej strony kiedy jesteś na boku to i tak masz świadomość, że możesz zawsze, o każdej porze dnia i nocy, jeżeli masz jakiś problem do swojego zadzwonić, przyjść, pogadać.
Ktoś dobrze powiedział: "Jeśli masz przyjaciela, odwiedzaj go często, ponieważ ciernie i zielska zarastają ścieżkę, którą się nie chodzi.
Żegnając przyjaciela, nie płacz, ponieważ jego nieobecność ukaże ci to, co najbardziej w nim kochasz!" Dlatego uważam, że gdy jesteśmy z kimś w przyjaźni to należy tę przyjaźń pielęgnować. Niekiedy wystarczy jedno ciepłe słowo, jeden gest, bo, jak ktoś powiedział: "nawet cień przyjaciela wystarczy by uczynić człowieka szczęśliwym." Nie możemy jednak nigdy zapominać o tym, że naszym najlepszym Przyjacielem jest sam Jezus Chrystus.
Drogi Przyjacielu! Dziękuje za to, że jesteś, dziękuje za modlitwę, za rozmowy, dziękuje za wszystko! Niech Pan Bóg wynagrodzi Ci dobro, które od Ciebie otrzymałem! I pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć!

sobota, 17 kwietnia 2010

Powołanie


Wczoraj, jak co piątek, odbyła się konferencja ascetyczna ojca duchownego. Muszę przyznać, że jak dla mnie, była to jedna z lepszych, jakie już słyszałem. Zrozumiałem jak wielka łaskę otrzymałem od Pana Boga - powołanie do kapłaństwa! To nie jest jeden z wielu zawodów, to nie jest jakaś tam praca - to jest służba w Winnicy Pańskiej. Zostałem wybrany przez Pana w tajemniczy i tylko Jemu wiadomy sposób. Nie jestem idealny, mam swoje wady, upadki... a jednak Bóg mnie wybrał. To wielkie szczęście dla mnie! Ale to skarb w glinianych naczyniach, skarb o który muszę walczyć, bo o powołanie trzeba walczyć, bo pierwszy zawalczył o mnie Pan Bóg. Gdzie działa Bóg tam też działa szatan, który zawsze będzie próbował walczyć i z Bogiem, i z tymi którzy idą ścieżkami Pana. Trudności, rozproszenia, pokusy - to sprawka diabła. Powołanie muszę również pielęgnować, przez modlitwę, praktyki duchowne, poznawanie Boga i Kościoła, zdobywanie odpowiedniej wiedzy. Dlatego w tym miejscu pragnę podziękować Wam, którzy się za mnie modlicie. To wielka pomoc dla mnie, i naprawdę bardzo sobie to cenię i obiecuję również pamięć modlitewną. Wasza modlitwa wspomaga moją, niekiedy nie najlepszą, modlitwę.
Uświadomiłem sobie, że codziennie potrzeba, aby dokonywał wyboru; mówiła tak dla Boga. Nie mogę być tchórzem, bo wybór dziś nie dokonany, jutro będzie owocował katastrofą. Muszę trwać w tym, co rozpocząłem. Muszę i chcę codziennie rano wstawać i chwalić Pana!!! Nie mogę życia przespać, nie mogę i nie chcę przespać czasu seminarium. Bo kocham swoje powołanie!!!
Wszystkich zachęcam do krótkiej refleksji nad naszym pierwotnym wyborem, czy jesteśmy mu wierni? Jest taka anegdota: Ojciec budzi rano syna do szkoły. Mówi mu wstawaj, już czas. Syn mu odpowiada: jeszcze chwila. Za chwilę ojciec znowu mówi: wstawaj, bo się spóźnisz, a syn mu na to: nie idę do szkoły, bo mnie tam nie lubią. Ojciec za chwilę budzi go po raz trzeci a on mu odpowiada: tato, ja tej szkoły nienawidzę! W końcu ojciec mówi do syna: po pierwsze wstawaj, bo to twój obowiązek, bo drugie masz już 45 lat, a po trzecie jesteś dyrektorem tej szkoły! Obyśmy nigdy nie odstąpili od pierwotnego wyboru, pamiętając o tym, że Pan Bóg jest zawsze wierny!

wtorek, 13 kwietnia 2010

Jezus przychodzący w bracie...


Kleryk też człowiek. To prawda, tylko że czasami mówiąc to próbuję siebie usprawiedliwić. Ostatnio po rozmowie z pewną osobą uświadomiłem sobie, że powinienem się wstydzić za to co myślę, za to co robię, albo dokładniej za to czego nie robię. Ta osoba, młodsza ode mnie, potrafi znaleźć czas by przed zajęciami w LO pójść na Mszę Świętą, potrafi długo się modlić, robić rozmyślanie, odmawiać brewiarz. A mi nieraz wydaję się, że tak dużo robię, że moja pobożność jest już wystarczająca. Ona otworzyła mi oczy na to, jak mało robię i na to, że nie doceniam tego co mam. A co mam?? Największy skarb, gdyż żyję pod tym samym dachem razem z Panem Bogiem ukrytym w tabernakulum. Mam możliwość iść o każdej porze dnia i nocy do kaplicy i Go adorować. Więc dlaczego tego nie robię? Bo myślałem, że już robię dużo, że więcej nie muszę. I szczerze... wstydzę się teraz mojej postawy, żałuję tego, że tak mało czasu poświęcałem dla Pana Boga. Mogę na szczęście to zmienić i chcę to zmienić. Po raz kolejny doświadczyłem, że Pan Bóg ciągle jest ze mną i mi błogosławi. Bo za takie błogosławieństwo mogę przecież potraktować tą osobę, która Bóg postawił na mojej drodze, i która ma dobry wpływ na mnie, na moją duchowość. To nie jest tak, że nikt o tym wcześniej nie mówił, bo przecież na konferencjach ascetycznych bardzo często ojcowie duchowni podkreślają, że formacja duchowna jest najważniejsza, że nie wolno nam zagubić kontaktu z Panem Bogiem. Ale czym innym jest świadectwo dane przez jakąś osobę i podzielenie się konkretami. Dopiero to pozwala zrzucić siebie taki wygodny płaszczyk, który się ubrało a który fałszował rzeczywistość. Potrzeba jest bym go zrzucił, bym ogołocił z siebie, bym potraktował siebie poważnie. Muszę sobie powiedzieć: Marcin to co robiłeś do tej pory, to nic w stosunku do tego co powinieneś robić!
Jestem klerykiem i naprawdę po rozmowie z tą osobą uświadomiłem sobie, że powinniśmy zamienić się miejscami. Bo ona jest bliżej żywego Boga, ona potrafi Nim żyć, potrafi się z Nim kłócić. A ja? Czasami, może przez rutynę, traktowałem Pana Boga, jako Kogoś kto owszem kieruje moim życiem, ale z którym kontakt mam ograniczony, bo On jest Bogiem a ja tylko człowiekiem.
Cieszę się, że mogłem poznać tą osobę. Wiele zrozumiałem i chce swoje błędy naprawić. I po raz kolejny na własnej skórze przekonałem się o tym, że Bóg jest ze mną, że mnie kocha, i że się o mnie troszczy.
Na koniec napiszę słowa pieśni, którą bardzo lubię:
Być bliżej Ciebie chcę, o Boże mój!
Z Tobą przez życie lżej nieść krzyża znój.
Ty w sercu moim trwasz, z miłością Stwórcy ziem
tulisz w ojcowski płaszcz, chroniąc mnie w nim.
Być bliżej Ciebie chcę na każdy dzień,
za Tobą życiem swym iść jako cień.
Daj tylko, Boże dusz, obecność Twoją czuć,
myśl moją pośród burz na Ciebie zwróć.
Choć jak wędrowiec sam idę przez noc,
w Tobie niech siłę mam i w Tobie moc,
gdy czuwam i wśród snu, czy słońce jest, czy mrok
niechaj mnie strzeże Twój, o Panie, wzrok.
Być bliżej Ciebie chcę i w śmierci czas,
gdy mnie już będzie krył grobowy głaz.
być bliżej Ciebie chcę to me pragnienie czuj,
bom ja jest dziecię Twe, Tyś Ojciec mój.

sobota, 10 kwietnia 2010

Żal duszę ściska...


Dzisiaj byłem na pielgrzymce w Krakowie - Łagiewnikach. Zaczęło się sympatycznie. Były śpiewy, modlitwa... Później ta wiadomość - Prezydent RP wraz z małżonką, liczni politycy, duchowni, ludzie... zginęli. I cóż powiedzieć? Nie wiem, bo czuje się jakbym stracił kogoś bliskiego. Tyle na niego pluli, tyle złych słów o nim pisano. A teraz, pewnie ci sami internauci piszą, że zawsze godnie reprezentował nasz kraj. I to prawda, bo tak było. Lech Kaczyński dbał o dobro Polski! Nie wiem co więcej napisać. Każde słowo nie zdoła wyrazić tego co czuje.
Gdy wracałem z pielgrzymki na jednym kościele zobaczyłem zegar z napisem: "Jedna z tych godzin będzie twą ostatnią". Jakże to doskonale pasuje do tego co się wydarzyło. Nie odkładajmy nic na później... Może być już za późno...
I znowu Polska pokazuje, że żegna swojego prezydenta, że go kochała, że o nim pamięta i nie tylko o nim. I to jest piękne. Ale czy to tylko, jak w przypadku śmierci Jana Pawła II, chwilowe poruszenie?!
Panie Prezydencie dziękuje za to, co Pan zrobił dla Polski!!!
Niech Miłosierny Pan przyjmie dusze zmarłych!

czwartek, 8 kwietnia 2010


"Jesteś tuż obok mnie, jesteś ze mną ...w każdy dzień... wspierasz mnie, chronisz mnie..." - śpiewa pięknie Eleni. A ja nawet nie zdaję sobie sprawy z tego, że ciągle Ktoś jest, Ktoś nade mną czuwa. I choć to piosenka jest o Maryi, to moje myśli biegną do mojego Anioła Stróża. Pamiętam, że modlitwę "Aniele Boży, Stróżu mój" nauczyła mnie moja Babcia i była to pierwsza modlitwa jaką poznałem. Ile razy ją w ciągu życia odmówiłem - tego nie wiem, ale kiedy nawet nie miałem już sił na cały pacierz to modlitwę do Anioła Stróża odmawiałem. On jest moim Przyjacielem, który zawsze jest ze mną. Gdzie ja idę On idzie ze mną. Czasami mnie wyprzedza, żeby ostrzec mnie przed niebezpieczeństwem, a ja czasami głupi - Go nie słucham. A ile bym zaoszczędził różnych upadków, przykrości itp? Podziwiam Jego cierpliwość, bo wiem jak ze mną ma On ciężko. Cieszę się, że mam tak wspaniałego Orędownika u Boga. I chcę i teraz wypowiedzieć te słowa "Aniele Boży, Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój, rano, wieczór, we dnie, w nocy bądź mi zawsze ku pomocy, strzeż mej duszy, ciała mego i zaprowadź mnie do żywota wiecznego. Amen."

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Chrystus Zmartwychwstał!


Trwając w Oktawie Zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa życzę wszystkim błogosławieństwa Boże, i wszelkich potrzebnych łask! Niech w naszych rodzinach panuje radość, niech skończą się waśnie, niech nasze serca otworzą się na Boga a oczy na ludzi. Bądźmy weseli bo Chrystus zmartwychwstał! I my zmartwychwstaniemy!!!

Te Święta są pierwszymi, które spędzam poza domem, bez najbliższych. Wypadł mi akurat dyżur na furcie. I znowu miło się zaskoczyłem. Na początku tym, że po skończonej Wigilii Paschalnej przyszedł do mnie na furtę brat rokowy, z którym nie mam najlepszego kontaktu, i uczynił mi na czole znak krzyża przyniesioną przez siebie, świeżo poświęconą wodą a przy okazji złożył mi życzenia. Było to dla mnie naprawdę zaskoczenie. I bardzo jestem Mu wdzięczny za to, co zrobił. Także wczoraj wraz z 2 braćmi, 2 siostrami zakonnymi i Księdzem Prefektem przeżyliśmy wspaniałą kolację! I to nic, że wraz z diakonem przyrządziliśmy niezbyt tradycyjne danie, bo zapiekankę z makaronem. Ale wspólna praca przy posiłku, zadowolenie pozostałych uczestników wynagrodziło wszystko, także rozłąkę z rodziną. Na śniadaniu wielkanocnym ks. Rektor powiedział, że szkoda że na Wielkanoc nie ma odpowiedników kolęd do śpiewania. To było dla nas kolejne wyzwanie, bo jak nie śpiewać z radości, że Chrystus przezwyciężył śmierć?! I po zjedzonym posiłku śpiewaliśmy na część Pana: Otrzyjcie już łzy płaczący, Zwycięzca śmierci .... później do tradycyjnych wielkanocnych pieśni dodaliśmy piosenki religijne i pielgrzymkowe. Po raz kolejny przekonałem się, że tam gdzie gromadzimy się w Imię Jezusa tam On jest między nami! Była radość, śmiech, szczęście ale także modlitwa! Długo w mojej pamięci pozostaną to Święta, bo chyba jeszcze nigdy tak pięknie Niedzieli Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa nie przeżyłem.


Pragnę na koniec podziękować wszystkim za życzenia, w sposób szczególny Michałowi i Wojtkowi za ich piękne słowa. Choć i tak uważam,że niekiedy nie zasługuję na nie, i uważam że mogę powtórzyć za kardynałem Ratzingerem słowa: "Twoim jucznym osłem się stałem i właśnie w ten sposób jestem blisko Ciebie". Cieszę się, że Jezus ciągle mnie zaskakuje i cieszę się, że ciągle czuje Jego obecność przy mnie!

piątek, 2 kwietnia 2010

Triduum

Wczoraj rozpoczęliśmy kolejne Święte Triduum Paschalne. Pamiętam, że wcześniej, gdy byłem jeszcze ministrantem nie mogłem doczekać się tego czasu. Kochałem liturgię, kochałem przygotowywać asysty! To było to no co czekało się cały rok. Odkąd wstąpiłem do seminarium, Triduum spędzam również w seminarium. Zmieniło się też coś innego...
Teraz uczestniczę w tych pięknych celebracjach stojąc na chórze. Nie mogę już tak angażować się w liturgię. Śpiew to co innego, choć oczywiście jest również bardzo ważny. Pamiętam rok temu buntowałem się i wmawiałem sobie, że stojąc na chórze cały czas nie jestem w stanie dobrze przeżyć tych Wielkich Dni. I tak tez się stało. Ale w tym roku jest inaczej. Nastawiłem się na to, aby jak najlepiej przeżyć te Dni, mimo że będę daleko od ołtarza. Próbuję być skupiony przez cały czas, nie rozmawiać... I powiem, że wczoraj naprawdę głęboko przeżyłem liturgię i całą Mszę Wieczerzy Pańskiej. Zrozumiałem też, że to tylko ode mnie zależy jak przeżyje ten czas.