Popatrz jak szybko mija czas, życie twe też przeminie wraz… słowa tej piosenki religijnej zwłaszcza dziś – w 21 rocznicę moich urodzin – szczególnie pasują do tego co czuję. Czas bardzo szybko upływa a ja staję się coraz starszy. Wspominam te 21 lat życia bardzo miło, mimo że są rzeczy, których żałuję.
Z radością a zarazem i smutkiem wracam do mojego dzieciństwa. Był to, jak do tej pory, najpiękniejszy okres w moim życiu. Wspominam moich kochanych Dziadków. Babcie, która uczyła mnie pacierza; Dziadka, z którym już jako 4 – letni chłopiec służyłem do Mszy Św. oraz drugiego Dziadka, który wszczepił we mnie zamiłowanie do śpiewu. Odeszli już do Pana a ja zostałem z tym, czego mnie nauczyli.
Z wielką radością wspominam i dziękuję mojemu bratu, z którym niejednokrotnie się kłóciłem, ale na którego zawsze mogłem i mogę liczyć. Wspominam i z całego serca dziękuję moim kochanym Rodziców, którym tyle zawdzięczam: życie, troskę o moje zdrowie, wykształcenie, wychowanie i wiarę. Dzięki Nim zostałem ochrzczony. I choć wiem, że nieraz Rodzicom było ciężko to zawsze starali i starają się zapewnić mi wszystko, co mi jest potrzebne.
Dziś w sposób szczególny pragnę podziękować – Tobie Panie Boże. Pragnę podziękować za największy dar, który otrzymałem – życie. Ty zawsze ze mną jesteś, Ty jesteś moim najlepszym Przyjacielem!
Pragnę podziękować także moim znajomym i Przyjaciołom, w sposób szczególny: Mateuszowi, Michałowi, Pawłowi, Krystianowi, Wojtkowi, Łukaszowi i wszystkim, z którymi wiele rozmawiam i utrzymuję przyjacielską więź. Dziękuję moim koleżanką, szczególnie tym z dzieciństwa: Ewelinie, Marcie i Paulinie.
W mojej pamięci i sercu na zawsze pozostanie osoba Księdza Proboszcza Michała, który wywarł ogromny wpływ ma moje powołanie. Również bardzo ciepło wspominam Księży katechetów z czasów gimnazjum: Krzysztofa i Daniela. Cieszę się, że mogłem poznać moich braci rokowych oraz pozostałych alumnów a także liczne osoby duchowne.
Dziękuje wszystkim, których spotkałem w ciągu tych 21 lat życia. Za zło z mojej strony przepraszam a za otrzymane od Was dobro dziękuję.
To, że mogłem się urodzić i mogę teraz żyć i zmierzać ku Chrystusowemu Kapłaństwu to dla mnie bardzo wiele znaczy i moje słowa wdzięczności i radości z tego powodu płynącej nie są w stanie tego wyrazić. Dlatego też postanowiłem, że dziś rozpocznę moją duchową adopcje dziecka poczętego. Niech chociaż w ten sposób spłacę cząstkę długu wdzięczności wobec Boga i ludzi za dar życia. Pragnę by moja modlitwa pomogła jakiemuś dziecku przyjść na świat.
Wszystkich, którzy kiedyś będą czytać tego posta proszę o modlitwę w mojej intencji.
W dniu moich urodzin pragnę także powiedzieć to, że :
„Wierzę w jednego Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I w jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. Ukrzyżowany również za nas, pod Poncjuszem Piłatem został umęczony i pogrzebany. I zmartwychwstał dnia trzeciego, jak oznajmia Pismo. I wstąpił do nieba; siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a Królestwu Jego nie będzie końca. Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. Który z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę który mówił przez Proroków. Wierzę w jeden, Święty, powszechny i apostolski Kościół. Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów. I oczekuję wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie. Amen.”
czwartek, 25 marca 2010
niedziela, 21 marca 2010
Lud Twój Panie lud pielgrzymi...

Wczoraj, wraz z moimi braćmi rokowymi i naszym Księdzem Opiekunem byliśmy na pielgrzymce – Dniu Skupienia – w Bardzie , w Sanktuarium Matki Bożej Strażniczki Wiary. Wcześniej byliśmy tam u progów naszej seminaryjnej formacji z naszym Ojcem Duchownym.
Na początku śmiałem się, że ten wypad w góry, został nazwany „dniem skupienia”. Do tej pory dzień skupienia, który już nie jeden przeżyłem w seminarium, wiązał się z zachowywaniem przez cały ten czas silentium sacrum ( świętego milczenia) oraz udziałem w konferencjach ojców duchownych, różnych nabożeństwach i modlitwie.
Wczoraj było inaczej. Wstaliśmy przed szóstą, aby zdążyć na jutrznie do kaplicy na 6.20. O godzinie 07.07 mieliśmy szynobus, który zawiózł nas prosto do Barda. Pierwsze miejsce, do które się udaliśmy to Bazylika Mniejsza z figurką Matki Bożej Strażniczki Wiary. Odśpiewaliśmy Godzinki a następnie udaliśmy się w kierunku dróżki z kaplicami różańcowymi, by odmówić wspólnie Różaniec. Następnie była Msza Św. w Bazylice, a po niej obiad. Najedzeni i wypoczęci mogliśmy ruszyć w góry. Celem naszej wyprawy była górska kaplica MB, za którą znajduje się „stópka Matki Bożej” . Przemierzając szlak, odprawialiśmy Drogę Krzyżową, zatrzymując się przy poszczególnych stacjach – kamiennych kapliczkach z obrazami. Podczas powrotnej drogi śpiewaliśmy, rozmawialiśmy, cieszyliśmy się dobrą atmosferą, która nie zawsze jest na roku.
Dla mnie był to chyba najlepszy dzień skupienia jaki przeżyłem od wstąpienia do seminarium. Naładowałem swoje akumulatory duchowe! Bardzo przeżyłem Drogę Krzyżową, która jest moim ulubionym nabożeństwem. Ciężko było iść pod górę, a co dopiero mówić o płynnym śpiewaniu. Ale byłem szczęśliwy, że mogę kroczyć do przodu. Podczas przechodzenia od stacji do stacji, miałem czas na przemyślenie pewnych spraw, związanych z moją formacją. Czasami jest ciężko, pojawiają się jakieś wątpliwości, pytania… A Pan Jezus ciągle mówi: „Zaufaj mi. Wystarczy Ci łaski mojej! Nie lękaj się!”
Panie Ty mnie ukochałeś, mnie niegodnego, Ty mnie powołałeś, mnie grzesznika, Ty mi zaufałeś, mi upadającemu! Bądź przeze mnie uwielbiony Boże w Trójcy utajony, bądź przeze mnie dostrzeżony Boże w Trójcy utajony, nie bądź nigdy przeze mnie odrzucony Boże w Trójcy utajony!
środa, 17 marca 2010
Pan odpuścił Tobie grzechy. Idź w pokoju!
.jpg)
Dziś, jak zwykle w środę, odbyło się nabożeństwo pokutne i spowiedź. I jak zwykle zrobiłem rachunek sumienia, żal za grzechy i postanowiłem poprawę. Jak zwykle przystąpiłem do spowiedzi u mojego stałego spowiednika. I jak zwykle grzechy zostały mi odpuszczone, i jak zwykle była zadana pokuta, i jak zwykle....
No właśnie, czy przez to, że każda z przeżytych spowiedzi, jest już którąś z setnych,nie zrobiło się to pewną zwykłością, czymś powszednim, taką rutyną? Po części chyba tak. Z drugiej strony, cóż więcej chcieć? Pan Bóg przecież odpuszcza wszystkie grzechy, za które żałujemy, i które szczerze wyznajemy. Czasami wydaje mi się, że Pan Bóg już nie powinien mi przebaczać grzechu, który po raz setny popełniłem. Bo jaka to poprawa, skoro ciągle się powraca do danego grzechu?! Ktoś by mógł powiedzieć, że żadna. I trudno byłoby nie przyznać mu racji. Ale jak popatrzę się na to, ile wysiłku wkładam w to, aby przezwyciężyć dane przyzwyczajenie bądź grzech to mam świadomość tego, że Bóg to widzi, że widzi, że chcę być lepszym człowiekiem! I wiem, że Miłosierdzie Boże nie ma granic.
Obecnie, u mojego spowiednika, spowiadam się siedząc obok niego na krześle. I muszę przyznać, że brakuje mi tradycyjnego Sakramentu Pojednania w konfesjonale. Mój proboszcz, który jest dla mnie wzorem kapłana, nauczył mnie spowiadać się zawsze w u kratek konfesjonału. Na początku byłem trochę wkurzony, bo zależało mi, żeby dobrze przeżyć spowiedź, tym bardziej, że była to spowiedź generalna. I po prostu się bałem i myślałem, że siedząc obok niego będzie mi lżej i łatwiej wyznać wszystkie grzechy. Jednak zrobiłem tak, jak chciał ksiądz. I powiem tylko jedno - po tej spowiedzi czułem się o połowę lżejszy, a drogę powrotną do domu "przeszedłem" w podskokach - gdyż taki byłem szczęśliwy.
Mam w zwyczaju po spowiedzi ucałować również stułę, którą ksiądz ma zawieszoną na szyi. I choć może ktoś powiedzieć, że to takie staroświeckie, to jednak ten gest wyraża mój wielki szacunek wobec księdza i Kościoła oraz misji, którą kapłan spełnia.
niedziela, 14 marca 2010
Czas ucieka - wieczność czeka!

Nie raz, zwłaszcza gdy mam jakieś wątpliwości, rodzi się pokusa by prosić Pana Boga o jakiś znak, który by potwierdził, że idę dobrą drogą. Tymczasem ostatnio uświadomiłem sobie, że przecież to, że budzę się, że mogę rano wstać i zacząć nowy dzień - to jest znak od Pana, który mi mówi:" Idź. Ja jestem z Tobą. Wystarczy Ci mojej łaski. Wierz tylko".
Zaufanie do Pana Boga, które mam jest dla mnie chyba największym skarbem w moim powołaniu. To, że z rana mogę uczynić znak krzyża znaczy bardzo wiele. Mam w zwyczaju zaraz po przebudzeniu odmówić krótką modlitwę, którą nauczyła mnie, gdy byłem jeszcze mały, babcia: "Tyś mnie strzegł tej nocy Boże, nowy rozpoczynam dzień, chcę Ci za to dzięki złożyć, chwalić i uwielbiać Cię". Obudziłem się, bo Bóg tak chciał,a przecież "wielu snem śmierci upadli,co się wczoraj spać pokładli". I jakiego tu więcej znaku od Pana Boga żądać?!
Każdy przeżyty dzień to wielka łaska! Dziś mogę się położyć a jutro już nie wstać. Dlatego motywuje mnie to, by postępować jak najlepiej. Często nie mamy świadomości tego, że to Pan Bóg jest Panem naszego życia. O nas powołał do życia i On, w każdej chwili, może nas odwołać. I nie będzie nas pytał o to, czy chcemy jeszcze żyć, czy nie, czy jesteśmy gotowi na śmierć, czy nie. Dlatego warto mieć w pamięci zasadę "żyj tak, jakby to był twój ostatni dzień". Żyj tak, abyś mógł powiedzieć przed Panem "w dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem".
Więcej niestety nie napiszę, bo lecę zmienić kolegę na furcie.
piątek, 12 marca 2010
Deo gratias!
„Nie masz sędziego w sprawie swojej” – mówi stara zasada. I to prawda. Wczoraj rozmawiałem z Ks. Psychologiem i w końcu rozwiązałem pewne sprawy, które do tej pory trochę mnie zamykały na formację. Bałem się poruszać pewne tematy, ale wiedziałem, że aby móc dalej się formować, wszystko z mojego życia musi być sprostowane. Była to ciężka rozmowa, ale przyniosła radość, szczęście i nadzieję. Dziękuję wszystkim tym, którzy modlili i modlą się za mnie, gdyż wiem, że bez Bożej pomocy niebyłym w stanie takiej rozmowy przeprowadzić. Chrystus powiedział, że „prawda was wyzwoli” i nie mogę się z tymi słowami nie zgodzić.
W dzisiejszym czytaniu z Księgi proroka Ozeasza, mogliśmy przeczytać: „Uleczę ich niewierność i umiłuję z serca, bo gniew mój odwrócił się od nich (…) I wrócą znowu, by usiąść w mym cieniu, a zboża uprawiać będą, winnice sadzić…” Bardzo mnie te słowa poruszyły i wlały w moje serce wielką nadzieję. Chcę być jak najbliżej Boga i słuchać Jego głosu, chcę Go miłować z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił swoich aż do końca życia. To jest moją wolą!
„A Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: << Niedaleko jesteś od królestwa Bożego>>".
W dzisiejszym czytaniu z Księgi proroka Ozeasza, mogliśmy przeczytać: „Uleczę ich niewierność i umiłuję z serca, bo gniew mój odwrócił się od nich (…) I wrócą znowu, by usiąść w mym cieniu, a zboża uprawiać będą, winnice sadzić…” Bardzo mnie te słowa poruszyły i wlały w moje serce wielką nadzieję. Chcę być jak najbliżej Boga i słuchać Jego głosu, chcę Go miłować z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił swoich aż do końca życia. To jest moją wolą!
„A Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: << Niedaleko jesteś od królestwa Bożego>>".
środa, 10 marca 2010
Aborcja=morderstwo


Prawo do życia to nie wymysł Watykanu, to prawo każdego człowieka!
Nie sposób, nie zgodzić się ze słowami Benedykta XVI, który powiedział: „To w Europie po raz pierwszy sformułowano pojęcie praw człowieka. Podstawowym prawem człowieka, będącym przesłanką wszystkich innych, jest prawo do życia. Dotyczy to życia od poczęcia aż do jego naturalnego końca. W efekcie prawem człowieka nie może być aborcja – jest ona jego zaprzeczeniem” .
Nikt z nas nie ma prawa do decydowania o życiu, bądź śmierci drugiego człowieka. Nie możemy „bawić się” w Pana Boga – historia już nam pokazała, jak taka zabawa może się skończyć. Bo, czy takie osoby, jak: Adolf Hitler czy Józef Stalin, nie wymyśliły „gry” pt. „II Wojna Światowa”? nie były panami życia i śmierci? Decydowali przecież o tym, kto może żyć a kto nie. Ich ofiarami stały się miliony osób na całej kuli ziemskiej. Od tamtych czasów minęło już ponad 60 lat. Ale głoszona przez nich ideologia – „Ideologia zła”- jak nazwał ją Jan Paweł II – jest wciąż aktualna. „Po upadku ustrojów zbudowanych na (...)[tej ideologii*], utrzymuje się jednak nadal legalna eksterminacja poczętych istnień ludzkich przed ich narodzeniem. Również i to jest eksterminacja zadecydowana przez demokratycznie wybrane parlamenty i postulowana w imię cywilizacyjnego postępu społeczeństw i całej ludzkości” . Na całym świecie, zabija się miliony niewinnych, nienarodzonych dzieci, które tak samo, jak ofiary wojny, nie mają szans na wypowiedzenie swojego zdania. Dlatego każdego kto się dopuszcza aborcji, każdego kto do niej nakłania, uważam, że można a nawet powinno nazywać się mordercą! Mordercą takim samym - jak byli wyżej wymienieni panowie.
Pozwólcie, że jeszcze raz odniosę się do historii. Tym razem cofnijmy się o 2000 lat, do początków chrześcijaństwa. Kiedy Jezus został niesłusznie oskarżony, zaprowadzono Go do Poncjusza Piłata, aby ten wydał wyrok śmierci. Namiestnik rzymski nie znalazł w Nim żadnej winy i chciał Go uwolnić. Jednak uległ tłumowi. „Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc:
My także, bardzo często, ulegamy głosowi innych osób, których wcale nie znamy. Wydaje nam się, że ich poglądy są powszechne i zawsze słuszne. Albo stajemy się bezczynni, przybierając postawę Piłata, który umywając ręce, skazuje Jezusa na śmierć, nie wiedząc, że możemy uratować nie jedno dziecko.
Media nagłaśniają sprawy, w których aborcja „wygrywa” z prawem. Niektóre środowiska przekonują nas, że przerywanie ciąży to nic złego, że kobieta ma prawo decydować o tym, czy urodzi dziecko, czy też nie, a obrońców życia człowieka określają mianem „zacofanych”. Ale zwolennicy aborcji nie mówią nam, jakie są dla kobiety skutki przerwania ciąży! „Badania przeprowadzone przez naukowców z różnych krajów udowadniają, że skutki aborcji, zarówno psychiczne, jak i fizyczne, są ogromne.(...) Amerykańscy badacze, po wyeliminowaniu innych uwarunkowań wykazali, że kobiety, które usunęły ciążę są 65 % bardziej narażone na zachorowanie na depresję od pozostałych.(...) Badania przeprowadzone 8 tygodni po aborcji ujawniły, że 44% tych kobiet cierpi na zaburzenia nerwowe(...). Kobiety te są o 30% bardziej skłonne do wpadania w stan gniewu i złości niż te, które urodziły dzieci. Badania na temat syndromu postaborcyjnego udowodniły, że 80% kobiet po aborcji czuje się winna, 83% żałuje podjętej decyzji, 79% ma poczucie straty, 62% czuje złość.(...) Aborcja ma także ogromny wpływ na zdrowie fizyczne kobiety. Badania wykazały, że aborcja około dwukrotnie zwiększa zagrożenie zachorowania na raka piersi i narządów rodnych. Aż 31% kobiet po aborcji ma stałe problemy zdrowotne.(...) Rozgrywają się tu wielokrotnie prawdziwe tragedie kobiet i ich rodzin.(...) Aż 64% kobiet twierdzi, że zdecydowało się na aborcję pod wpływem swojego otoczenia. W tej liczbie kryje się prawdziwy dramat matek, które zabiły swoje dzieci, bo ktoś je na to namówił, ktoś oszukał, ktoś powiedział, że tak będzie lepiej. Żadnej matce nie może być lepiej po śmierci własnego dziecka” .
Co roku z powodu praktyk aborcyjnych ginie około 50 milionów dzieci. Jest to suma odpowiadająca, mniej więcej, łącznej liczbie mieszkańców Polski i Belgii.
Możemy dzisiaj usłyszeć głosy, że w pierwszym okresie ciąży nie możemy mówić jeszcze o powstaniu nowego życia, którym jest istota ludzka. Jednak jest to nieprawda! Rozwój nauki umożliwił jednoznacznie wskazać, że moment poczęcia to początek istnienia każdego człowieka.
Dlatego każdy z nas, (...) zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł” , powinien być przeciwnikiem zabijania nienarodzonych dzieci. Proszę, aby każdy i każda z Was, miała na uwadze dobro tych, które nie mogą jeszcze do nas przemówić. Nie powtarzajmy czynu Heroda! Skończmy wreszcie ową „rzeź niewiniątek”!
Kościół i Jego nauka jest dzisiaj najbardziej znienawidzona! Wyznawcy chrześcijaństwa są współczesnymi męczennikami i powoli historia wraca do tego, co już było – prześladowania chrześcijan i Kościół w katakumbach. Niedawny wyrok, który wydał sąd( dobrze, że jest jeszcze Sąd Ostateczny) w sprawie pewnej pani, która teraz stała się maskotką lewicy i księdza, który rzekomo użył „mowy nienawiści” czytaj: nazwał rzeczy po imieniu, świadczy o jednym – Polska nie jest już krajem suwerennym! I jak ma być dobrze na tym świecie, skoro podstawowe prawo – prawo do życia jest łamane?! A tym czasem, to sam Jezus Chrystus powiedział : „Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejsze, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim”. A przykazanie „nie zabijaj” znajduje swoje miejsce w Dekalogu i to nie na ostatniej pozycji!
Polecam obejrzeć film, pt. "Niemy krzyk"
wtorek, 9 marca 2010
Przebaczenie

„Jak być dobrym, powiedz jak – kiedy rani Cię twój brat? – Zaufaj Panu już dziś!” – śpiewała Magda Anioł. A z drugiej strony słowa samego Jezusa, który zapytany przez Piotra ile razy powinno się bratu przebaczać, odpowiada: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy”, czyli zawsze.
Medytując dzisiejszą Ewangelię, mówiącą o przebaczeniu, dostałem gotową odpowiedź na to jak mam dalej postępować w swoim życiu. Mam kochać bliźniego i przebaczać mu, tak jak to robi Pan Bóg. I gdy pomyślałem sobie, ile to razy przystąpiłem w ciągu mojego życia do Sakramentu Pokuty i Pojednania, i ile to grzechów zostało mi odpuszczone, wówczas zrozumiałem, że mam czynić podobnie – mam przebaczać nieskończoną ilość razy. I kiedy nie rozumiem, dlaczego mam podać rękę komuś, kto mnie jeszcze przed chwilą obrażał - to wystarczy, gdy oddam to Panu Bogu, gdy w tej wyciągniętej ręce, zobaczę rękę samego Jezusa Chrystusa. W Tobie Panie zaufałem nie zawstydzę się na wieki!
poniedziałek, 8 marca 2010
Modlitwa trudna sprawa- ale bez niej - sprawa przegrana!

„Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu – wszystko jest na swoim miejscu”.
Trwając w okresie Wielkiego Postu mamy możliwość korzystania z propozycji, które Pan Bóg wskazał jako lekarstwo na grzechy: post, modlitwę i jałmużnę. W krótkiej refleksji pragnę podzielić się zagadnieniem i rolą modlitwy w moim życiu.
Ktoś by mógł powiedzieć, że kleryk nie ma żadnego problemu z modlitwą, bo przecież tego uczą go w seminarium. Ale nie jest to do końca prawdą. Kleryk to ten, kto rozpoznał głos Pana i poszedł za Nim. A Pan Bóg powołuje różne osoby, z różnych rodzin, środowisk, o różnej pobożności. A przede wszystkim kleryk to też człowiek – najczęściej młodzieniec. Też ma swoje ułomności, swoje wady i problemy.
Jako chrześcijanin i jako kleryk ciągle uczę się modlić. Mówi się, że aby osiągnąć cel trzeba zrobić ten pierwszy krok. I to prawda! W modlitwie potrzebna jest, może przede wszystkim, sama chęć kontaktu z Bogiem. Tutaj czasami w moim życiu zaczynają się schody. Wykłady, posiłki, przechadzka, studium, lektoraty, praca, kawa z braćmi i… wiele innych zajęć. A czas dla Pana Boga?! No cóż, jest Eucharystia, rozmyślanie, czytanie duchowne, różaniec, modlitwa wspólnotowa – czego chcieć więcej? Odpowiedź jest prosta: Pana Boga! Łatwo jest to napisać, ale trudniej zrealizować.
Dlatego każdego dnia toczę walkę z samym sobą, ze swoim lenistwem, ze swymi wadami. Toczę walkę o Boga w moim życiu, o czas dla Niego, o to, bym potrafił w każdej rzeczy widzieć Pana Boga. Nie zawsze to wychodzi, ale nie chcę się poddać i się nie poddam!
Przekonałem się już o prawdziwości słów, które napisałem na samym początku. Kiedy żyję z Panem Bogiem, kiedy w ciągu dnia myślę o Nim i poświęcam czas dla Niego, wówczas moje życie jest radośniejsze, szczęśliwsze i łatwiejsze. Gdy noszę Boga w sercu szatan nie ma do mnie dostępu. Jestem, można powiedzieć, ubezpieczony, w najlepszej „firmie”- u samego Boga. Jednak diabeł nie odpuszcza, krąży i szuka sposobności by mnie pożreć, a przynajmniej oddzielić od Pana Boga. Jest najprzebieglejszy ze wszystkich stworzeń na Ziemi, więc wykorzystuje do tego różne okazje. Czasami działa przez brata, czasami przez jakąś książkę, a czasami przez osłabiony kontakt z Bogiem.
Każdego, kto przeczyta tego posta, prosiłbym o modlitwę w mojej intencji. Przy okazji poruszę krótko temat modlitwy wstawienniczej. Jest to modlitwa, którą ofiarujemy za jakąś osobę. Chcemy wstawiać się za dana osobą u tronu Miłosiernego Boga. Taka forma modlitwy jest piękna i bardzo pomaga. Ale zachęcam, by powiedzieć osobie, za którą się modlimy, że pamiętamy o niej w naszej modlitwie, że w imieniu jej i spraw przez nią polecanych składamy nasze modły. I tak o wszystkich, którzy się za nas modlili dowiemy się dopiero w niebie. Ale sama świadomość, że ta i ta osoba modli się za Ciebie jest wielkim oparciem. Przynajmniej w moim przypadku. Niektórym moim znajomym zaproponowałem, że będziemy się modlić nawzajem za siebie. I uwierzcie, że to pomaga. Niekiedy przytrafi Ci się jakaś sytuacja trudna i masz świadomość, że on i on i ona modlą się za Ciebie, że Twoja sprawa zostanie przez te osoby przedstawiona Panu Bogu. Nie wstydźmy się powiedzieć, że o kimś pamiętamy w modlitwie. Dar modlitwy to najpiękniejszy prezent jaki możemy ofiarować naszemu przyjacielowi bądź znajomemu!
sobota, 6 marca 2010
Komunia, tipsy i kolejka w supermarkecie…
W związku z moimi zainteresowaniami liturgicznymi, pragnę podzielić się z Wami, krótką refleksją na temat Komunii Św. i sposobie Jej rozdawania.
Do lat siedemdziesiątych XX wieku, z małymi wyjątkami, Komunia Św. była udzielana tylko do ust i na klęcząco. Przez wiele wieków osoba, która chciała przyjąć Ciało Pańskie klękała przy balaskach, które były nakryte białym obrusem, i wkładała ręce pod obrus, oczekując na kapłana z Przenajświętszym Sakramentem. Gdy ksiądz podchodził do wiernych, czynił małą Hostią znak krzyża nad puszką, a podając Ją do ust mówił: „Corpus Domini nostri Iesu Christi custodiat animam tuam in vitam aeternam. Amen”, czyli tłumacząc na język polski: „ Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa niech strzeże duszy twojej na żywot wieczny. Amen”. Po przyjęciu i spożyciu Ciała Pańskiego wierny wstawał i w wielkim skupieniu powracał na swoje miejsce.
Jakże już rzadko można spotkać taki sposób rozdawania Ciała Pańskiego. Balaski, które kiedyś oddzielały prezbiterium od dalszej części Kościoła, zostały wyrzucone w imię poprawności liturgicznej!
Obecnie, w większości Kościołów, mamy zupełnie inny widok. Oto do kapłana podchodzą „procesyjnie” wierni by na stojąco przyjąć Ciało Chrystusa. Bardziej niż procesję, przypomina mi ten widok kolejkę do kasy w supermarkecie, zwłaszcza wtedy, gdy jest jakaś promocja. Jest przecież jeszcze czas by zagadać z sąsiadem, podać mu rękę, czy puścić oczko do znajomej. Nie wspomnę już, że dzisiaj jest możliwość rozdawania Komunii Św. na rękę. Pytanie mam tylko jedno: co zrobić później z dłonią i palcami, które dotykały Przenajświętszego Sakramentu, i na których mogły zostać partykuły z Hostii? Strzepać, oblizać, wytrzeć w spodnie? Musimy pamiętać o tym, że Chrystus jest obecny cały i niepodzielny nawet pod najmniejszą postacią konsekrowanego komunikantu. Dla porównania, kapłan po skończonym obrzędzie rozdawania Komunii Św. dokonuje obmycia palców, tzw. puryfikacji.
Ciekawa jest historia wprowadzenia możliwości udzielania Komunii Św. wiernym na rękę. Otóż Kongregacja Kultu Bożego w instrukcji Memoriale Domini z 1969 r. utrzymała tradycyjny sposób komunikowania, stwierdzając że udzielanie Komunii Św. na rękę jest nadużyciem. Jednocześnie jednak pozwolono zachować taki zwyczaj tam, gdzie został już on utrwalony. To przyczyniło się do tego, że Komunię na rękę zaczęto wprowadzać również w miejscach, gdzie zwyczaj ten był do tej pory nieznany, choć było to niezgodne z instrukcją. W Polsce, rok wcześniej, Konferencja Episkopatu podała do wiadomości, że Komunia Św. ma być udzielana do ust - na język i na klęcząco. W wyjątkowych sytuacjach była dopuszczalna postawa stojąca, np. podczas Mszy polowej. Od roku 2006 polscy księża muszą udzielić Komunii na rękę osobom, które o to proszą. Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wyraziła zgodę, aby w diecezjach Polski dopuszczona była praktyka udzielania konsekrowanego Chleba na rękę wiernych zgodnie z instrukcją De modo sanctam Communionem ministrandi.
Istnieje jeszcze inna nowość związana ze zmianami liturgicznymi, które nastąpiły po Soborze Watykańskim II a dotyczą Komunii Św. Obecnie Ciało Pańskie mogą rozdawać także ludzie świeccy, tzw. nadzwyczajni szafarze. Kongregacja Sakramentów w instrukcji Immensae caritatis z 1973 roku podała obrzęd ustanowienia nadzwyczajnego szafarza Eucharystii na stałe lub jednorazowo. W obecnym Mszale Rzymskim znajduje się nawet specjalne błogosławieństwo, które jest udzielane osobie, która ma jednorazowo rozdawać swoim braciom i siostrom Ciało Chrystusa. Co ciekawe, że osoba świecka powinna udzielać Komunii Św. tylko w wypadku prawdziwej konieczności! A znam parafie, gdzie jest kilku księży, którzy z pewnością poradziliby sobie z rozdawaniem Komunii, a równocześnie jest ustanowionych kilku stałych szafarzy nadzwyczajnych do pomocy. I nieraz jest tak, że ksiądz nie idzie komunikować, bo zrobi to za niego szafarz. Jeszcze inaczej ma się sprawa na Zachodzie. Tam nie dziwi już nikogo fakt, że kobieta rozdaje Ciało Pańskie. Widocznie jest „prawdziwa” konieczność! Ciekawe tylko czy tipsy nie przeszkadzają w komunikowaniu, mogą przecież skaleczyć usta? Choć nie, bo przecież na Zachodzie Komunii Św. do ust już się nie praktykuje; to takie staroświeckie, infantylne, nieekumeniczne i niehumanitarne!
Kończąc tę refleksję, jestem pełny optymizmu, że dzięki staraniom naszego Papieża Benedykta XVI i przykładowi, który daje, wróci znowu do Jednego, Świętego, Powszechnego i Apostolskiego Kościoła Rzymskokatolickiego Komunia Św. udzielana tylko do ust i na klęcząco, jako zwyczajny sposób rozdawania Ciała Pańskiego, także w krajach zachodnich.
Do lat siedemdziesiątych XX wieku, z małymi wyjątkami, Komunia Św. była udzielana tylko do ust i na klęcząco. Przez wiele wieków osoba, która chciała przyjąć Ciało Pańskie klękała przy balaskach, które były nakryte białym obrusem, i wkładała ręce pod obrus, oczekując na kapłana z Przenajświętszym Sakramentem. Gdy ksiądz podchodził do wiernych, czynił małą Hostią znak krzyża nad puszką, a podając Ją do ust mówił: „Corpus Domini nostri Iesu Christi custodiat animam tuam in vitam aeternam. Amen”, czyli tłumacząc na język polski: „ Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa niech strzeże duszy twojej na żywot wieczny. Amen”. Po przyjęciu i spożyciu Ciała Pańskiego wierny wstawał i w wielkim skupieniu powracał na swoje miejsce.
Jakże już rzadko można spotkać taki sposób rozdawania Ciała Pańskiego. Balaski, które kiedyś oddzielały prezbiterium od dalszej części Kościoła, zostały wyrzucone w imię poprawności liturgicznej!
Obecnie, w większości Kościołów, mamy zupełnie inny widok. Oto do kapłana podchodzą „procesyjnie” wierni by na stojąco przyjąć Ciało Chrystusa. Bardziej niż procesję, przypomina mi ten widok kolejkę do kasy w supermarkecie, zwłaszcza wtedy, gdy jest jakaś promocja. Jest przecież jeszcze czas by zagadać z sąsiadem, podać mu rękę, czy puścić oczko do znajomej. Nie wspomnę już, że dzisiaj jest możliwość rozdawania Komunii Św. na rękę. Pytanie mam tylko jedno: co zrobić później z dłonią i palcami, które dotykały Przenajświętszego Sakramentu, i na których mogły zostać partykuły z Hostii? Strzepać, oblizać, wytrzeć w spodnie? Musimy pamiętać o tym, że Chrystus jest obecny cały i niepodzielny nawet pod najmniejszą postacią konsekrowanego komunikantu. Dla porównania, kapłan po skończonym obrzędzie rozdawania Komunii Św. dokonuje obmycia palców, tzw. puryfikacji.
Ciekawa jest historia wprowadzenia możliwości udzielania Komunii Św. wiernym na rękę. Otóż Kongregacja Kultu Bożego w instrukcji Memoriale Domini z 1969 r. utrzymała tradycyjny sposób komunikowania, stwierdzając że udzielanie Komunii Św. na rękę jest nadużyciem. Jednocześnie jednak pozwolono zachować taki zwyczaj tam, gdzie został już on utrwalony. To przyczyniło się do tego, że Komunię na rękę zaczęto wprowadzać również w miejscach, gdzie zwyczaj ten był do tej pory nieznany, choć było to niezgodne z instrukcją. W Polsce, rok wcześniej, Konferencja Episkopatu podała do wiadomości, że Komunia Św. ma być udzielana do ust - na język i na klęcząco. W wyjątkowych sytuacjach była dopuszczalna postawa stojąca, np. podczas Mszy polowej. Od roku 2006 polscy księża muszą udzielić Komunii na rękę osobom, które o to proszą. Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wyraziła zgodę, aby w diecezjach Polski dopuszczona była praktyka udzielania konsekrowanego Chleba na rękę wiernych zgodnie z instrukcją De modo sanctam Communionem ministrandi.
Istnieje jeszcze inna nowość związana ze zmianami liturgicznymi, które nastąpiły po Soborze Watykańskim II a dotyczą Komunii Św. Obecnie Ciało Pańskie mogą rozdawać także ludzie świeccy, tzw. nadzwyczajni szafarze. Kongregacja Sakramentów w instrukcji Immensae caritatis z 1973 roku podała obrzęd ustanowienia nadzwyczajnego szafarza Eucharystii na stałe lub jednorazowo. W obecnym Mszale Rzymskim znajduje się nawet specjalne błogosławieństwo, które jest udzielane osobie, która ma jednorazowo rozdawać swoim braciom i siostrom Ciało Chrystusa. Co ciekawe, że osoba świecka powinna udzielać Komunii Św. tylko w wypadku prawdziwej konieczności! A znam parafie, gdzie jest kilku księży, którzy z pewnością poradziliby sobie z rozdawaniem Komunii, a równocześnie jest ustanowionych kilku stałych szafarzy nadzwyczajnych do pomocy. I nieraz jest tak, że ksiądz nie idzie komunikować, bo zrobi to za niego szafarz. Jeszcze inaczej ma się sprawa na Zachodzie. Tam nie dziwi już nikogo fakt, że kobieta rozdaje Ciało Pańskie. Widocznie jest „prawdziwa” konieczność! Ciekawe tylko czy tipsy nie przeszkadzają w komunikowaniu, mogą przecież skaleczyć usta? Choć nie, bo przecież na Zachodzie Komunii Św. do ust już się nie praktykuje; to takie staroświeckie, infantylne, nieekumeniczne i niehumanitarne!
Kończąc tę refleksję, jestem pełny optymizmu, że dzięki staraniom naszego Papieża Benedykta XVI i przykładowi, który daje, wróci znowu do Jednego, Świętego, Powszechnego i Apostolskiego Kościoła Rzymskokatolickiego Komunia Św. udzielana tylko do ust i na klęcząco, jako zwyczajny sposób rozdawania Ciała Pańskiego, także w krajach zachodnich.
Równocześnie dzięki przywracaniu szacunku dla, dyskryminowanej przez wiele osób, liturgii tradycyjnej i wydaniu Motu proprio Summorum Pontifium przez Benedykta XVI, zezwalającemu każdemu księdzu na odprawianie Mszy Św. wg Mszału Bł. Jana XXIII, mamy możliwość przyjęcia Ciała Pańskiego w sposób tradycyjny. I Bogu niech za to będą dzięki!
Zachęcam do lektury niżej podanych książek, z których niektóre wiadomości zaczerpnąłem:
Dybowski Mieczysław, Liturgika, Księgarnia Św. Wojciecha, Poznań-Warszawa-Lublin 1957.
Milcarek Paweł, Historia Mszy, Wydawnictwo Dębogóra, 2009.
piątek, 5 marca 2010
Miłość bliźniego
Wierzę, że Pan Bóg stawia na naszej drodze życia różne osoby, gdyż ma w tym jakiś cel. Każdy bliźni, którego poznajemy to przychodzący do nas sam Jezus Chrystus. Jakże więc nie mielibyśmy mu nie okazać miłości i nie cieszyć się, że jest z nami?!
Obecnie słowo „miłość” zostało bardzo wypaczone, ale czy to znaczy, że nie mam tego słowa używać? Nie! Czy to, że tęcza została uznana przez pewną mniejszość za swój znak, sprawiło, że straciła ona znaczenie religijne, jako symbol Przymierza? Nie! A czy to, że Krzyż jest obecnie profanowany, wyrzucany i znienawidzony zmieniło coś w tym, że jest to Znak Zbawienia, Znak Miłości, Znak Boga? Nie! Więc nie boję się powiedzieć, że zależy mi nie tylko na miłości Boga, lecz także na miłości bliźniego.
Wczoraj w Ewangelii Janowej przeczytałem słowa Jezusa : „ abyście się wzajemnie miłowali”. Nie jest to sprawa łatwa. Bo czasami ten bliźni był dla nas niemiły, czasami nas skrzywdził, czasami mocno zranił. Zadajemy sobie wówczas pytanie: „Jak ja mogę go kochać?” Doskonałą odpowiedź możemy znaleźć w Encyklice Deus Caritas Est Benedykta XVI. Papież w numerze 18 pisze: „ Miłość bliźniego polega właśnie na tym, że kocham w Bogu i z Bogiem również innego człowieka, którego w danym momencie może nawet nie znam lub do którego nie czuję sympatii. Taka miłość może być urzeczywistniona jedynie wtedy, kiedy jej punktem wyjścia jest intymne spotkanie z Bogiem(…) Jego przyjaciel jest moim przyjacielem(…) Miłość Boga i miłość bliźniego są nierozłączne: są jednym przykazaniem.”
Więc nasza miłość, którą kierujemy do Boga, a zakładam że taką mamy, musi przelewać się również w naszym codziennym życiu na spotkane osoby. Kiedy kochalibyśmy Boga a nienawidzilibyśmy bliźniego, to nasza postawa byłaby czystym faryzeizmem. Świadczyłoby to o tym, że jesteśmy wewnętrznie rozbici i fałszywi, że mamy maskę, którą zakładamy w zależności od tego do kogo naszą miłość kierujemy.
Miłość bliźnich, również nieprzyjaciół, która była w pierwotnym Kościele – u początków chrześcijaństwa, sprawiała że wiele osób dołączało się do tej wspólnoty wyznawców Chrystusa. Mówili: „ Popatrzcie jak oni się miłują!” Jakże bardzo potrzeba takiej postawy dzisiaj! Jakże potrzeba żywych świadków Miłości, którą jest Bóg. Chiara Lubich, założycielka Ruchu Focolare do którego przynależę, książce Klucz do jedności napisała: „Ta miłość do braci, którą Chrystus nakazuje(…) jest pewnym stanem, który chrześcijanin powinien osiągnąć i w którym powinien trwać; stanem w którym osiąga on najpełniej swoją doskonałość”.
Do napisania tej refleksji skłoniły mnie słowa, które usłyszałem od mojego, no właśnie – kolegi, znajomego, czy przyjaciela? – nie wiem co wybrać, więc powiem bliźniego. Powiedział mi: „Znamy się krótko, ale trochę przeszliśmy razem”. Ktoś powie, gdzie tu jest poruszony temat miłości bliźniego. Owszem nigdzie. Ale z drugiej strony to, że idziemy razem, że rozmawiamy, że pomagamy sobie to już jest przejaw miłości braterskiej. Życzę każdemu by miał taką osobę, z którą może o wszystkim porozmawiać. To coś pięknego! I nie zapominajmy też o naszym największym Przyjacielu – Jezusie Chrystusie, Który widzi nasz każdy krok, Który zna życia mrok.
Obecnie słowo „miłość” zostało bardzo wypaczone, ale czy to znaczy, że nie mam tego słowa używać? Nie! Czy to, że tęcza została uznana przez pewną mniejszość za swój znak, sprawiło, że straciła ona znaczenie religijne, jako symbol Przymierza? Nie! A czy to, że Krzyż jest obecnie profanowany, wyrzucany i znienawidzony zmieniło coś w tym, że jest to Znak Zbawienia, Znak Miłości, Znak Boga? Nie! Więc nie boję się powiedzieć, że zależy mi nie tylko na miłości Boga, lecz także na miłości bliźniego.
Wczoraj w Ewangelii Janowej przeczytałem słowa Jezusa : „ abyście się wzajemnie miłowali”. Nie jest to sprawa łatwa. Bo czasami ten bliźni był dla nas niemiły, czasami nas skrzywdził, czasami mocno zranił. Zadajemy sobie wówczas pytanie: „Jak ja mogę go kochać?” Doskonałą odpowiedź możemy znaleźć w Encyklice Deus Caritas Est Benedykta XVI. Papież w numerze 18 pisze: „ Miłość bliźniego polega właśnie na tym, że kocham w Bogu i z Bogiem również innego człowieka, którego w danym momencie może nawet nie znam lub do którego nie czuję sympatii. Taka miłość może być urzeczywistniona jedynie wtedy, kiedy jej punktem wyjścia jest intymne spotkanie z Bogiem(…) Jego przyjaciel jest moim przyjacielem(…) Miłość Boga i miłość bliźniego są nierozłączne: są jednym przykazaniem.”
Więc nasza miłość, którą kierujemy do Boga, a zakładam że taką mamy, musi przelewać się również w naszym codziennym życiu na spotkane osoby. Kiedy kochalibyśmy Boga a nienawidzilibyśmy bliźniego, to nasza postawa byłaby czystym faryzeizmem. Świadczyłoby to o tym, że jesteśmy wewnętrznie rozbici i fałszywi, że mamy maskę, którą zakładamy w zależności od tego do kogo naszą miłość kierujemy.
Miłość bliźnich, również nieprzyjaciół, która była w pierwotnym Kościele – u początków chrześcijaństwa, sprawiała że wiele osób dołączało się do tej wspólnoty wyznawców Chrystusa. Mówili: „ Popatrzcie jak oni się miłują!” Jakże bardzo potrzeba takiej postawy dzisiaj! Jakże potrzeba żywych świadków Miłości, którą jest Bóg. Chiara Lubich, założycielka Ruchu Focolare do którego przynależę, książce Klucz do jedności napisała: „Ta miłość do braci, którą Chrystus nakazuje(…) jest pewnym stanem, który chrześcijanin powinien osiągnąć i w którym powinien trwać; stanem w którym osiąga on najpełniej swoją doskonałość”.
Do napisania tej refleksji skłoniły mnie słowa, które usłyszałem od mojego, no właśnie – kolegi, znajomego, czy przyjaciela? – nie wiem co wybrać, więc powiem bliźniego. Powiedział mi: „Znamy się krótko, ale trochę przeszliśmy razem”. Ktoś powie, gdzie tu jest poruszony temat miłości bliźniego. Owszem nigdzie. Ale z drugiej strony to, że idziemy razem, że rozmawiamy, że pomagamy sobie to już jest przejaw miłości braterskiej. Życzę każdemu by miał taką osobę, z którą może o wszystkim porozmawiać. To coś pięknego! I nie zapominajmy też o naszym największym Przyjacielu – Jezusie Chrystusie, Który widzi nasz każdy krok, Który zna życia mrok.
czwartek, 4 marca 2010
Witam wszystkich ma moim blogu!
Mam na imię Marcin i obecnie studiuję na kierunku filozoficzno-teologicznym na jednej z dolnośląskich uczelni. Moje zainteresowania skupiają się wokół historii Kościoła i liturgiki. Lubię czytać książki o tematyce historyczno - kościelnej, jeśli można tak powiedzieć.
Odnośnie adresu bloga, to powiem, że lubię łacinę i uważam, że nie jest to martwy język. Bliskie jest mi opowiadanie - przypowieść o Synu Marnotrawnym. Stąd w adresie bloga zamieściłem łacińskie tłumaczenie "Syna Marnotrawnego". Sam dosyć często postepuję jak on, za każdym razem gdy grzeszę, gdy wybieram zło.
Na blogu w miarę możliwości będę zamieszczał bierzące przemyślenia na dany temat, będę pisał o tym, co "gra" w mojej duszy. Nie ośmielę się również poruszać spraw związanych z Kościołem Rzymskokatolickim i wiarą, której wyznawanie jest moją chlubą w Jezusie Chrystusie!
Każdego na moim blogu witam i każdego pozdrawiam.
Marcin
Odnośnie adresu bloga, to powiem, że lubię łacinę i uważam, że nie jest to martwy język. Bliskie jest mi opowiadanie - przypowieść o Synu Marnotrawnym. Stąd w adresie bloga zamieściłem łacińskie tłumaczenie "Syna Marnotrawnego". Sam dosyć często postepuję jak on, za każdym razem gdy grzeszę, gdy wybieram zło.
Na blogu w miarę możliwości będę zamieszczał bierzące przemyślenia na dany temat, będę pisał o tym, co "gra" w mojej duszy. Nie ośmielę się również poruszać spraw związanych z Kościołem Rzymskokatolickim i wiarą, której wyznawanie jest moją chlubą w Jezusie Chrystusie!
Każdego na moim blogu witam i każdego pozdrawiam.
Marcin
Subskrybuj:
Posty (Atom)
