"In te Domine speravi non confundar in æternum..."

poniedziałek, 8 marca 2010

Modlitwa trudna sprawa- ale bez niej - sprawa przegrana!


„Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu – wszystko jest na swoim miejscu”.
Trwając w okresie Wielkiego Postu mamy możliwość korzystania z propozycji, które Pan Bóg wskazał jako lekarstwo na grzechy: post, modlitwę i jałmużnę. W krótkiej refleksji pragnę podzielić się zagadnieniem i rolą modlitwy w moim życiu.
Ktoś by mógł powiedzieć, że kleryk nie ma żadnego problemu z modlitwą, bo przecież tego uczą go w seminarium. Ale nie jest to do końca prawdą. Kleryk to ten, kto rozpoznał głos Pana i poszedł za Nim. A Pan Bóg powołuje różne osoby, z różnych rodzin, środowisk, o różnej pobożności. A przede wszystkim kleryk to też człowiek – najczęściej młodzieniec. Też ma swoje ułomności, swoje wady i problemy.
Jako chrześcijanin i jako kleryk ciągle uczę się modlić. Mówi się, że aby osiągnąć cel trzeba zrobić ten pierwszy krok. I to prawda! W modlitwie potrzebna jest, może przede wszystkim, sama chęć kontaktu z Bogiem. Tutaj czasami w moim życiu zaczynają się schody. Wykłady, posiłki, przechadzka, studium, lektoraty, praca, kawa z braćmi i… wiele innych zajęć. A czas dla Pana Boga?! No cóż, jest Eucharystia, rozmyślanie, czytanie duchowne, różaniec, modlitwa wspólnotowa – czego chcieć więcej? Odpowiedź jest prosta: Pana Boga! Łatwo jest to napisać, ale trudniej zrealizować.
Dlatego każdego dnia toczę walkę z samym sobą, ze swoim lenistwem, ze swymi wadami. Toczę walkę o Boga w moim życiu, o czas dla Niego, o to, bym potrafił w każdej rzeczy widzieć Pana Boga. Nie zawsze to wychodzi, ale nie chcę się poddać i się nie poddam!
Przekonałem się już o prawdziwości słów, które napisałem na samym początku. Kiedy żyję z Panem Bogiem, kiedy w ciągu dnia myślę o Nim i poświęcam czas dla Niego, wówczas moje życie jest radośniejsze, szczęśliwsze i łatwiejsze. Gdy noszę Boga w sercu szatan nie ma do mnie dostępu. Jestem, można powiedzieć, ubezpieczony, w najlepszej „firmie”- u samego Boga. Jednak diabeł nie odpuszcza, krąży i szuka sposobności by mnie pożreć, a przynajmniej oddzielić od Pana Boga. Jest najprzebieglejszy ze wszystkich stworzeń na Ziemi, więc wykorzystuje do tego różne okazje. Czasami działa przez brata, czasami przez jakąś książkę, a czasami przez osłabiony kontakt z Bogiem.
Każdego, kto przeczyta tego posta, prosiłbym o modlitwę w mojej intencji. Przy okazji poruszę krótko temat modlitwy wstawienniczej. Jest to modlitwa, którą ofiarujemy za jakąś osobę. Chcemy wstawiać się za dana osobą u tronu Miłosiernego Boga. Taka forma modlitwy jest piękna i bardzo pomaga. Ale zachęcam, by powiedzieć osobie, za którą się modlimy, że pamiętamy o niej w naszej modlitwie, że w imieniu jej i spraw przez nią polecanych składamy nasze modły. I tak o wszystkich, którzy się za nas modlili dowiemy się dopiero w niebie. Ale sama świadomość, że ta i ta osoba modli się za Ciebie jest wielkim oparciem. Przynajmniej w moim przypadku. Niektórym moim znajomym zaproponowałem, że będziemy się modlić nawzajem za siebie. I uwierzcie, że to pomaga. Niekiedy przytrafi Ci się jakaś sytuacja trudna i masz świadomość, że on i on i ona modlą się za Ciebie, że Twoja sprawa zostanie przez te osoby przedstawiona Panu Bogu. Nie wstydźmy się powiedzieć, że o kimś pamiętamy w modlitwie. Dar modlitwy to najpiękniejszy prezent jaki możemy ofiarować naszemu przyjacielowi bądź znajomemu!

2 komentarze:

  1. Wiesz dziękuję. Coś mi uświadomiłeś. Chwała Panu że sprawił to że Cię mogłem poznać. Postaram się częściej pamiętać o Tobie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam Cię serdecznie, przez przypadek weszłam na Twojego bloga i wyjdę dopiero jak przeczytam wszystkie Twoje wpisy a zaczęłam od końca. Już tyle rzeczy ważnych dla mnie się dowiedziałam a gdzie tam wpisy ze września. Prosisz o modlitwę i ja obiecuję modlić się za Ciebie, równocześnie proszę również o modlitwę za mnie.
    Aldona

    OdpowiedzUsuń