"In te Domine speravi non confundar in æternum..."

piątek, 5 marca 2010

Miłość bliźniego

Wierzę, że Pan Bóg stawia na naszej drodze życia różne osoby, gdyż ma w tym jakiś cel. Każdy bliźni, którego poznajemy to przychodzący do nas sam Jezus Chrystus. Jakże więc nie mielibyśmy mu nie okazać miłości i nie cieszyć się, że jest z nami?!
Obecnie słowo „miłość” zostało bardzo wypaczone, ale czy to znaczy, że nie mam tego słowa używać? Nie! Czy to, że tęcza została uznana przez pewną mniejszość za swój znak, sprawiło, że straciła ona znaczenie religijne, jako symbol Przymierza? Nie! A czy to, że Krzyż jest obecnie profanowany, wyrzucany i znienawidzony zmieniło coś w tym, że jest to Znak Zbawienia, Znak Miłości, Znak Boga? Nie! Więc nie boję się powiedzieć, że zależy mi nie tylko na miłości Boga, lecz także na miłości bliźniego.
Wczoraj w Ewangelii Janowej przeczytałem słowa Jezusa : „ abyście się wzajemnie miłowali”. Nie jest to sprawa łatwa. Bo czasami ten bliźni był dla nas niemiły, czasami nas skrzywdził, czasami mocno zranił. Zadajemy sobie wówczas pytanie: „Jak ja mogę go kochać?” Doskonałą odpowiedź możemy znaleźć w Encyklice Deus Caritas Est Benedykta XVI. Papież w numerze 18 pisze: „ Miłość bliźniego polega właśnie na tym, że kocham w Bogu i z Bogiem również innego człowieka, którego w danym momencie może nawet nie znam lub do którego nie czuję sympatii. Taka miłość może być urzeczywistniona jedynie wtedy, kiedy jej punktem wyjścia jest intymne spotkanie z Bogiem(…) Jego przyjaciel jest moim przyjacielem(…) Miłość Boga i miłość bliźniego są nierozłączne: są jednym przykazaniem.”
Więc nasza miłość, którą kierujemy do Boga, a zakładam że taką mamy, musi przelewać się również w naszym codziennym życiu na spotkane osoby. Kiedy kochalibyśmy Boga a nienawidzilibyśmy bliźniego, to nasza postawa byłaby czystym faryzeizmem. Świadczyłoby to o tym, że jesteśmy wewnętrznie rozbici i fałszywi, że mamy maskę, którą zakładamy w zależności od tego do kogo naszą miłość kierujemy.
Miłość bliźnich, również nieprzyjaciół, która była w pierwotnym Kościele – u początków chrześcijaństwa, sprawiała że wiele osób dołączało się do tej wspólnoty wyznawców Chrystusa. Mówili: „ Popatrzcie jak oni się miłują!” Jakże bardzo potrzeba takiej postawy dzisiaj! Jakże potrzeba żywych świadków Miłości, którą jest Bóg. Chiara Lubich, założycielka Ruchu Focolare do którego przynależę, książce Klucz do jedności napisała: „Ta miłość do braci, którą Chrystus nakazuje(…) jest pewnym stanem, który chrześcijanin powinien osiągnąć i w którym powinien trwać; stanem w którym osiąga on najpełniej swoją doskonałość”.
Do napisania tej refleksji skłoniły mnie słowa, które usłyszałem od mojego, no właśnie – kolegi, znajomego, czy przyjaciela? – nie wiem co wybrać, więc powiem bliźniego. Powiedział mi: „Znamy się krótko, ale trochę przeszliśmy razem”. Ktoś powie, gdzie tu jest poruszony temat miłości bliźniego. Owszem nigdzie. Ale z drugiej strony to, że idziemy razem, że rozmawiamy, że pomagamy sobie to już jest przejaw miłości braterskiej. Życzę każdemu by miał taką osobę, z którą może o wszystkim porozmawiać. To coś pięknego! I nie zapominajmy też o naszym największym Przyjacielu – Jezusie Chrystusie, Który widzi nasz każdy krok, Który zna życia mrok.

1 komentarz:

  1. Chwała Panu Marcinie. :) Jeszcze do niedawna nie pomyślałbym, że Bóg może nieustannie zaskakiwać, choć nawet w takich błahych, codziennych i małych sprawach. Dzięki Bogu za Twoje świadectwo.

    OdpowiedzUsuń