"In te Domine speravi non confundar in æternum..."

czwartek, 27 maja 2010

Czas zaliczeń...


Czas szybko leci. Już prawie wszystkie zaliczenia mam za sobą. Od poniedziałku rozpoczyna się sesja:) W końcu będzie trochę wytchnienia. Wczoraj, w Dzień Matki, postanowiłem podpisać roczną abstynencję. O ile jeszcze rok temu wydawała mi się ona absurdem, o tyle teraz wiem ile dobra może mi przynieść. Ktoś powie co to za wyrzeczenie, skoro i tak klerycy pić nie mogą. Owszem, jest zasada, że kleryk nie pije wódki a w czasie, gdy jest w seminarium w ogóle nie pije alkoholu. Ale w życiu bywa różnie. Rok czasu bez alkoholu - cóż to jest?! Nic. Cieszę się, że podjąłem tą abstynencję przed wakacjami. Bo na wakacjach pewnie znalazłoby się dużo "okazji". Łatwiej mi też ją przyjąć, bo mam szczególną intencję, którą chciałbym sobie przez to wyrzeczenie wyprosić.
Czas formacji seminaryjnej uważam, że jest najlepszym czasem do podjęcia abstynencji. Później w kapłaństwie ciężko wyobrazić sobie księdza, który nie napije się nawet wina, czy szampana, choć i tacy są, i takich należy podziwiać.
W ostatnim czasie medytacja Słowa Bożego uświadomiła mi bardzo ważną rzecz, żeby Jezus Chrystus jest moim najlepszym PRZYJACIELEM!!! Czasami pojawia się chęć by szukać przyjaciół nawet na roczniku, tymczasem zrodziło mi się pytanie: po co? Skoro Jemu mogę o wszystkim powiedzieć, On mnie zawsze wysłucha i On mi może pomóc. Oczywiście nie twierdze, że nie warto mieć przyjaciół. Jak mówi Mądrość Syracha: "Prawdziwy przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł skarb znalazł". I jest to prawda, którą mogę potwierdzić przez własne doświadczenie. Ale w tym co wcześniej napisałem, chodzi mi o szukanie przyjaciół "na siłę". Próbujemy czasami jakąś osobę zatrzymać tylko dla siebie, otwieramy się przed nią, jesteśmy zazdrośni, gdy rozmawia z osobami trzecimi. Tymczasem to jest skrzywiona przyjaźń. Prawdziwa przyjaźń nie zamyka się na dwoje przyjaciół, ona chce pozyskać jeszcze inne osoby. Przyjaźń zbudowana na Bogu, pragnie jak najwięcej osób wciągnąć w tą unitę Bożej miłości. I ostatnio też miałem taką sytuację, gdzie liczyłem, że może między nami zrodzi się przyjaźń. Jednak Pan Bóg powiedział mi coś innego: "masz Mnie, jako Przyjaciela; nie szukaj na siłę, poczekaj". Muszę przyznać, że bardzo podbudowałem się tym faktem, że Pan Bóg ciągle jest obecny w moim życiu i ciągle posyła mi rozwiązania. Cieszę się, że mogę z Nim rozmawiać podczas Adoracji, i że mogę się Go radzić, bo On jest Drogą i Prawdą i Życiem.

wtorek, 18 maja 2010

Już niedługo coraz bliżej.... SESJA!

Coraz mniej mam czasu wolnego, więc i nie ma kiedy napisać nowego posta. Zaczęły się już zaliczenia, a to chyba najcięższy czas dla studenta, a przy najmniej dla nas w seminarium, gdzie musimy w ciągu 2 tygodni pozaliczać kilkanaście przedmiotów, gdy na sesji, trwającej 3 tygodnie mamy tylko 4 egzaminy. Ale jakoś z Bożą pomocą daję radę. Myślę, że warto podkreślić to, że alumni nie uczą się tylko "odprawiania Mszy" czy rozkładania rąk, bo tak chyba niektórzy myślą. Tymczasem rzeczywistość jest inna. W moim ratio studiorum, czyli w wykazie przedmiotów, dominują przedmioty filozoficzne. Gdyż pierwsze dwa lata w seminarium tej dziedzinie są poświęcone. Tak więc w tym semestrze miałem, np. : historię filozofii i ćwiczenia z niej, metafizykę, filozofię przyrody, religiologię, psychologię, muzykę, patrologię, grekę i łacinę, liturgikę i historię kościoła oraz proseminarium i technologię informatyczną. Póki co teologię ruszaliśmy tylko po łebkach. Do tego dochodzą lektoraty, w moim przypadku włoski i angielski.
I nie jest tak, jak powszechnie się myśli, że ci w seminarium to mają łatwiej. Egzamin to egzamin, nie ważne czy w seminarium, czy na uczelni świeckiej. Gdy trzeba,zostajesz oblany i możesz przyjść na poprawkę. Oczywiście za ściąganie jest się automatycznie usuwanym z seminarium. Reguły zostały podane na początku, każdy z nas regulamin przeczytał i własnoręcznie podpisał. Więc wiemy, czego robić nie wolno.
Nie wiem kiedy następnego posta napiszę. Ale każdego kto by czytał tego posta proszę o modlitwę w mojej intencji, chociaż o jedną "Zdrowaśkę". Modlitwa i wiara potrafi góry przenosić. Oczywiście potrzeba też mojego zaangażowania. Ale jak ktoś powiedział:ten kto zaczął pracę ten zrobił już połowę. Dlatego ja też zabieram się do nauki, bo w piątek mam kolokwium z greki. Pozdrawiam wszystkich. Zostańcie z Bogiem!

piątek, 7 maja 2010

Extra Ecclesiam nulla salus


Dzisiaj napiszę refleksję na kilka tematów luźno z sobą powiązanych. Kiedyś może uda mi się wygospodarować czas, by te tematy omówić bardziej szczegółowo.
Mało osób wie, że ta zasada, sformułowana w III w. przez biskupa Kartaginy - Cypriana, jest nadal aktualna. A ona nadal obowiązuje, możne powiedzieć, że ani jedna jota nie została z tej zasady usunięta. Owszem przez lata była ona źle rozumiana. Bóg chce, żeby wszyscy zostali zbawieni, ale Bóg chce też żeby wszyscy doszli do Prawdy. Bo tylko Prawda może nas wyzwolić! I dzisiaj w czasach ekumenizmu wierzymy, że w różnych kościołach są ziarna prawdy, które łączą cały Kościół Chrystusowy. Bo trzeba powiedzieć, że wszyscy którzy chrzest przyjęli należą do Chrystusowego Kościoła, choć w różnym stopniu. I chociaż w Kościele Katolickim najwięcej jest tej Prawdy, to nie możemy zaprzeczać, że w innych kościołach nie da się zbawić. Pan Bóg własnymi drogami, może indywidualnego człowieka doprowadzić do zbawienia. Wszak Bóg jest Wszechmogący. A co do tej starej zasady, to jeżeli ktoś kto wie, że Kościół Katolicki jest założony przez Chrystusa, że jest w Nim Prawda i mimo to odszedł by z takiego Kościoła, wówczas dla niego aktualna jest zasada, że poza Kościołem nie ma zbawienia, bo porzucenie Kościoła dokonane świadomie jest równoznaczne z wyrzekaniem się zbawienia.
Wielu młodych ludzi mówi także, ze wierzy w Boga, ale nie w Kościół. Tymczasem inna zasada, pochodząca ze starożytności chrześcijańskiej mówi, że "Nie może mieć Boga za Ojca ten, kto nie ma Kościoła za Matkę". Jezus - Bóg i Człowiek - założył Kościół, więc jak można Go odrzucać?! A patrząc się z innej strony - to Kościół pozwala nam lepiej odkrywać Boga, w liturgii, w sakramentach, w Piśmie Świętym. Więc ktoś, kto mówi, że wierzy w Boga a nie wierzy w Kościół jest zagubiony.
Ja dziękuje Bogu za swoją wiarę, za to że mogę przynależeć do Jednego, Świętego, Katolickiego i Apostolskiego Kościoła. I na koniec powiem jedno: nie ma ludzi, którzy nie wierzą. Każdy musi w coś wierzyć. Nawet ateista wierzy - wierzy, że Boga nie ma. A nawet gdy mówi, że Boga nie ma, że Bóg nie istnieje i że jest to udowodnione naukowo - to po prost bredzi. Każda nauka bazuje na doświadczeniu, a Bóg nie jest doświadczalny. Ciekawy jest też problem tego, że nauka jest tak rozwinięta, a nadal za pomocą metod naukowych nie można stworzyć ani człowieka, ani chociażby jajka. Znamy skład chemiczny i człowieka i jajka, a to jednak nie wystarcza by to "stworzyć". Owszem człowiek może się urodzić przy pomocy nauki, np. za pomocą in vitro, ale zauważmy, że i wówczas pobiera się komórki męskie, czy żeńskie. (Plemnika też nikt nie stworzył.)
Dlatego ten, kto mówi, że Boga nie ma niech się zastanowi nad początkiem swojego życia.