"In te Domine speravi non confundar in æternum..."

piątek, 7 maja 2010

Extra Ecclesiam nulla salus


Dzisiaj napiszę refleksję na kilka tematów luźno z sobą powiązanych. Kiedyś może uda mi się wygospodarować czas, by te tematy omówić bardziej szczegółowo.
Mało osób wie, że ta zasada, sformułowana w III w. przez biskupa Kartaginy - Cypriana, jest nadal aktualna. A ona nadal obowiązuje, możne powiedzieć, że ani jedna jota nie została z tej zasady usunięta. Owszem przez lata była ona źle rozumiana. Bóg chce, żeby wszyscy zostali zbawieni, ale Bóg chce też żeby wszyscy doszli do Prawdy. Bo tylko Prawda może nas wyzwolić! I dzisiaj w czasach ekumenizmu wierzymy, że w różnych kościołach są ziarna prawdy, które łączą cały Kościół Chrystusowy. Bo trzeba powiedzieć, że wszyscy którzy chrzest przyjęli należą do Chrystusowego Kościoła, choć w różnym stopniu. I chociaż w Kościele Katolickim najwięcej jest tej Prawdy, to nie możemy zaprzeczać, że w innych kościołach nie da się zbawić. Pan Bóg własnymi drogami, może indywidualnego człowieka doprowadzić do zbawienia. Wszak Bóg jest Wszechmogący. A co do tej starej zasady, to jeżeli ktoś kto wie, że Kościół Katolicki jest założony przez Chrystusa, że jest w Nim Prawda i mimo to odszedł by z takiego Kościoła, wówczas dla niego aktualna jest zasada, że poza Kościołem nie ma zbawienia, bo porzucenie Kościoła dokonane świadomie jest równoznaczne z wyrzekaniem się zbawienia.
Wielu młodych ludzi mówi także, ze wierzy w Boga, ale nie w Kościół. Tymczasem inna zasada, pochodząca ze starożytności chrześcijańskiej mówi, że "Nie może mieć Boga za Ojca ten, kto nie ma Kościoła za Matkę". Jezus - Bóg i Człowiek - założył Kościół, więc jak można Go odrzucać?! A patrząc się z innej strony - to Kościół pozwala nam lepiej odkrywać Boga, w liturgii, w sakramentach, w Piśmie Świętym. Więc ktoś, kto mówi, że wierzy w Boga a nie wierzy w Kościół jest zagubiony.
Ja dziękuje Bogu za swoją wiarę, za to że mogę przynależeć do Jednego, Świętego, Katolickiego i Apostolskiego Kościoła. I na koniec powiem jedno: nie ma ludzi, którzy nie wierzą. Każdy musi w coś wierzyć. Nawet ateista wierzy - wierzy, że Boga nie ma. A nawet gdy mówi, że Boga nie ma, że Bóg nie istnieje i że jest to udowodnione naukowo - to po prost bredzi. Każda nauka bazuje na doświadczeniu, a Bóg nie jest doświadczalny. Ciekawy jest też problem tego, że nauka jest tak rozwinięta, a nadal za pomocą metod naukowych nie można stworzyć ani człowieka, ani chociażby jajka. Znamy skład chemiczny i człowieka i jajka, a to jednak nie wystarcza by to "stworzyć". Owszem człowiek może się urodzić przy pomocy nauki, np. za pomocą in vitro, ale zauważmy, że i wówczas pobiera się komórki męskie, czy żeńskie. (Plemnika też nikt nie stworzył.)
Dlatego ten, kto mówi, że Boga nie ma niech się zastanowi nad początkiem swojego życia.

3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe spostrzeżenie i fajny blog:) Pozdrawiam serdecznie! Jarek K. rozeznajacy swoje powołanie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze mówiąc, jestem tu pierwszy raz i trochę się zraziłem, tymi naukowymi opisami oraz naukowymi spostrzeżeniami. Pisz prościej, bo w prostocie Bóg najpełniej przemawia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwaga merytoryczna! Jestem osobą wierzącą, ale niektóre sytuacje niemal mnie zmuszają do robienia za adwokata diabła. Chodzi mi o zdanie, że ateiści wierzą w nieistnienie Boga. Ateizm nie jest wiarą w x, ale jest brakiem wiary. Ateizm jest sceptycyzmem wobec teizmu. Polega on na wysunięciu racji, które przeczą możliwości podtrzymywania tezy teistycznej. Ateista nie musi dowodzić nieistnienia Boga, bo po pierwsze onus probandi (czyli ciężar dowodu) spoczywa na wierzącym. Niewierzącemu do komfortu intelektualnego wystarczy wykazywanie, że kolejne rację lub przesłanki wysuwane na rzecz twierdzenia o istnieniu Boga są bezpodstawne, a nawet wewnętrznie sprzeczne. Po drugie, nie udowadnia się nieistnienia, bo jest to logicznie niemożliwe. Żądanie dowodu na rzecz tezy o nieistnieniu x-a jest poważnym błędem metodologicznym. Bo niby jak dowieść takiego zdania, oczywiście przy założeniu, że jest ono niesprzeczne? Trzeba by znaleźć ów nieistniejący przedmiot, którego istnienie się neguje. Tylko, że to jest z definicji niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń