"In te Domine speravi non confundar in æternum..."

środa, 29 września 2010

Ta ostatnia niedziela...

Jutro rozpoczynam nowy rok akademicki. Po 3 miesiącach wakacji wracam wraz z pozostałymi klerykami do naszego Domu Ziarna.
W ostatnią niedzielę miałem po raz pierwszy możliwość służyć do Mszy Świętej Trydenckiej. Było to dla mnie duże przeżycie, jednak nie aż tak bardzo mocne jak się spodziewałem. Jako akolita - trzymałem świece osadzoną na ciężkim, wysokim lichtarzu. Dzień wcześniej odbyła się ponad dwugodzinna próba, gdyż była to Msza z asystą wyższą. Przenajświętsza Ofiara trwała ponad godzinę. I choć nie wszystko mi się podobało, np. to, że kapłan z ministrantami odmawia Glorie, czy Credo sobie a ludzie śpiewają sobie, to jednak człowiek czuje, że uczestniczy w Boskiej Liturgii, gdzie nie ma mowy o pośpiechu, zbyt małym skupieniu, czy znudzeniu.
Po tej Mszy, pojechałem do parafii mojego brata rokowego na odpust. Wszedłem do Kościoła, a raczej do przedsionka na Agnus Dei, później uczestniczyłem w procesji. Po zakończonej Eucharystii dostałem zaproszenie na odpustowy obiad. Muszę się przyznać, że trochę się od tego wymawiałem, gdyż zawsze mnie denerwowało to, gdy podczas odpustu księża pojawiają się na sam koniec Mszy, na procesję a później idą wszyscy na obiad. Jednak z oczywistych względów zmieniłem swoje podejście do tego. Przecież trudno być w dwóch miejscach jednocześnie - tak mogą tylko święci / odsyłam do hagiografii, np. o o. Pio/. Później poszliśmy na festyn parafialny, na którym zmarzłem i zmokłem jak kura, jednak ciepła herbata a w zasadzie gorąca kawa u kolegi zrekompensowała wszystko.

niedziela, 19 września 2010

Jak paciorki różańca...


Zawsze, gdy jestem w swoim kościele parafialnym na Mszy Św., któraś ze starszych Pań odmawia różaniec. Wielu pewnie powiedziałoby, że tak nie może być, że to pozostałość po tym, jak Msza była po łacinie. I trudno nie przyznać tutaj racji. Kiedyś ludzie wszystkiego, co mówi ksiądz, przecież nie rozumieli, bo kto znał łacinę?! Msza była często cicha a wierni po prostu "słuchali" Mszy. Kapłan stał tyłem do wiernych, wykonywał tajemnicze gesty. Tylko głos dzwonka oznajmiał, że teraz dzieje się coś ważnego - wówczas wszyscy klękali, by po chwili zobaczyć, podniesione wysoko nad głowę kapłana, Ciało i Krew Pana Jezusa. Była to chwila, gdy nawet ta pobożna kobieta przestawała odmawiać różaniec. W tej chwili uderzało się w sygnaturkę, zawieszoną na kościelnej wieży, by oznajmić innym, że nastąpiła najważniejsza część Mszy Świętej, że na ołtarzu nie ma już chleba ani wina, ale jest Ciało i Krew Chrystusa!
Od tamtego czasu minęło wiele lat. Ale postępowanie tej Pani jest takie same. Można by powiedzieć, że odmawianie różańca nie jest czynnym uczestnictwem we Mszy Świętej. Co więcej, że nie wolno tego łączyć. Ale przecież to też jest modlitwa, spotkanie z Bogiem. Może i to jest wyjście dla tych, którzy nudzą się na Mszy Św., którzy uważają, że ciągle jest to samo. Niech wezmą w dłoń różaniec i się modlą! Przyznam się, że sam często podczas kazania, kiedy jest ono dla mnie za trudne, wyciągam różaniec i odmawiam "10". Wolę się pomodlić, niż przesiedzieć a co gorsza przespać te 5, czy 10 min.
Dlatego zanim ktoś będzie krytykował panie "klepiące różaniec" na Mszy Św. niech się najpierw sam zastanowi jak w tej Eucharystii uczestniczy. Czy nie myśli o wczorajszym filmie, jutrzejszym egzaminie, o spotkaniu z kolegą, czy o tym, co będzie robił później. Czy stara się by ten czas był spotkaniem z samym Jezusem?

niedziela, 12 września 2010

"Wstanę i wrócę do mojego Ojca"


Kto był dzisiaj na Mszy Św., a każdy katolik ma taki ciężki obowiązek, że przynajmniej w niedzielę powinien udać do Kościoła by uczestniczyć w Przenajświętszej Ofierze, słyszał a może nawet śpiewał słowa refrenu psalmu responsoryjnego: "Wstanę i wrócę do mojego Ojca". Co więcej, może niektórzy mieli okazję wysłuchać proklamacji całej Ewangelii przeznaczonej na dzień dzisiejszy, a więc także przypowieści o Synu Marnotrawnym. Nie mógłbym dzisiaj nie napisać czegoś, skoro właśnie syn marnotrawny jest obrany przeze mnie za nieoficjalnego patrona tego bloga;) a przynajmniej jego łacińska nazwa znajduje się w adresie. Nota bene, ostatnio czytając książkę obecnego i naszego Papieża Benedykta XVI pt." Jezus z Nazaretu" dowiedziałem się, że wyżej wspomniana przypowieść jest jeszcze znana pod innymi tytułami: "Przypowieść o dobrym ojcu" lub "Przypowieść o dwu braciach".
"Wstanę i wrócę do mojego Ojca" - nie da się wrócić do Ojca, gdy nie ruszy się z miejsca, gdy nie zrobi się pierwszego kroku, gdy się nie wstanie. To bardzo dobrze widoczne jest przy okazji grzechów. Dopóki tylko chcemy, dopóki mamy tylko dobrą wolę dopóty nie uda nam się jakiegoś grzechu pozbyć. Potrzebny jest ten zryw, krok, ruch w kierunku dobra. Parafrazując słowa piosenki można by powiedzieć: "do nawrócenia jeden krok". Ten krok może wyglądać u każdego inaczej. Jeden wyrzuci gorszące go treści, drugi odważy się i porozmawia z osoba, która go denerwuje a trzeci założy buty, pójdzie do Kościoła i się wyspowiada. Potrzeba jest, by wstać, by wstać i wrócić do Ojca. Ojciec zawsze na nas czeka. On jest Miłosierny, ale i sprawiedliwy. Więc Ty nie czekaj!!! Wstań!
Pozdrawiam

sobota, 11 września 2010

Niech serce Twoje Ojca Świętego....


Za kilka dni Ojciec Święty Benedykt XVI rozpocznie swoją kolejną podróż apostolską. Tym razem uda się do Wielkiej Brytanii. Z różnych powodów będzie to trudna wizyta, dlatego obdarzmy Następce Świętego Piotra swoją modlitewna pamięcią. Możemy posłużyć się słowami modlitwy: "Boże, wszystkich wiernych Pasterzu i Rządco, wejrzyj łaskawie na sługę Twojego Benedykta XVI, któregoś raczył postanowić Pasterzem Kościoła Twego ; daj mu, prosimy, łaskę, aby słowem i przykładem budował tych, którymi rządzi, i mógł razem z powierzoną mu trzodą przejść do żywota wiecznego. Amen
W ogóle zachęcam wszystkich do modlitwy za Benedykta XVI. Bez względu na wszystko, jest On Widzialną Głową Kościoła; Jemu zostały przekazane klucze św. Piotra do kierowania Kościołem Katolickim, dlatego bardzo potrzebna jest Mu również pomoc modlitewna. Proszę zobaczyć, że walka z Kościołem, która przybiera coraz widoczniej na sile, polega również na tym, że próbuje się ośmieszyć Papieża. A co jest napisane w Piśmie Świętym? "Uderzą w pasterza a rozproszą się owce". My sami często traktujemy obecnego Papieża, jak kogoś obcego. Mówimy, że naszym Papieżem był Jan Paweł II. A ten no cóż... Tym czasem Benedykt XVI jest NASZYM PAPIEŻEM! I każdy inny Następca św. Piotra będzie NASZ. On nie został wybrany tak sobie, bo kardynałom tak się podobało. Nie! To Duch Święty Go wybrał, albo mówiąc inaczej kardynałowie za natchnieniem Ducha Św., podczas konklawe, głosowali na kard. Ratzingera. Proszę zauważyć jak właśnie Duch Święty mądrze i pięknie kieruje Kościołem. Gdy był potrzebny Kościołowi ktoś, kto by ewangelizował świat poprzez pielgrzymki do różnych krajów - był Jan Paweł II. Teraz gdy trzeba, aby wypowiadać się stanowczo, by naprawiać i umacniać Kościół od wewnątrz, by zatrzymać tych ludzi, którzy już przynależą do Kościoła - mamy Benedykta XVI. Trzeba nam otworzyć oczy! Krytyka, która na obecnego Papieża spada - ma oczywiście najczęściej podłoże antychrześcijańskie. Bo to, że Papież mówi "nie" antykoncepcji, aborcji, związkom homoseksualnym, rozwodom, czy zniesieniu celibatu - to nie głosi nic nowego. Te prawdy od wieków były obecne w Kościele. Jednak teraz są one bardzo niepopularne, staroświeckie a mówiąc jeszcze inaczej po prostu nie wygodne! I Papież nie głosząc nic nowego, będąc wierny Ewangelii i nauce Kościoła spotyka się z krytyką. Niech więc chociaż nasza modlitwa będzie znakiem łączności i solidarności z Ojcem Świętym.
Chciałbym tu jeszcze wspomnieć o jednej bardzo ważnej rzeczy. Coraz częściej w kabaretach ośmiesza się księży, świętych, czy zwyczaje kościelne. Pamiętam jak kiedyś przedstawiano skecz, gdzie parodiowana Radio Maryja mówiąc o Radiu Zawsze Dziewica. Proszę wybaczyć, ale skoro my śmiejemy się z naszych prawd wiary, z naszej religii, śmiejemy się z samych siebie - to jak tu ma być dobrze?!