Wczoraj rozpoczęliśmy kolejne Święte Triduum Paschalne. Pamiętam, że wcześniej, gdy byłem jeszcze ministrantem nie mogłem doczekać się tego czasu. Kochałem liturgię, kochałem przygotowywać asysty! To było to no co czekało się cały rok. Odkąd wstąpiłem do seminarium, Triduum spędzam również w seminarium. Zmieniło się też coś innego...
Teraz uczestniczę w tych pięknych celebracjach stojąc na chórze. Nie mogę już tak angażować się w liturgię. Śpiew to co innego, choć oczywiście jest również bardzo ważny. Pamiętam rok temu buntowałem się i wmawiałem sobie, że stojąc na chórze cały czas nie jestem w stanie dobrze przeżyć tych Wielkich Dni. I tak tez się stało. Ale w tym roku jest inaczej. Nastawiłem się na to, aby jak najlepiej przeżyć te Dni, mimo że będę daleko od ołtarza. Próbuję być skupiony przez cały czas, nie rozmawiać... I powiem, że wczoraj naprawdę głęboko przeżyłem liturgię i całą Mszę Wieczerzy Pańskiej. Zrozumiałem też, że to tylko ode mnie zależy jak przeżyje ten czas.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz